O protekcjonizmie
Czy można być nieobecnym bez usprawiedliwienia tydzień w pracy i nie ponieść za to praktycznie żadnych konsekwencji? Okazuje się, że można. W sferze budżetowej, bo w firmie prywatnej właściciel nigdy by sobie na taką nieodpowiedzialność ze strony pracownika nie pozwolił. By uniknąć konsekwencji za absencję, musi wystąpić zjawisko protekcji lub faworyzmu (zapewne od faworyty). Zjawisko dość powszechne w dzisiejszych czasach i nader często wyznaczające układ sił i stosunków panujących w grupie społeczno-zawodowej. Piszę o tym pod wpływem opowieści zasłyszanej od nauczycieli jednej ze szkół ponadgimnazjalnych w Oleśnicy. Nie jest moją brochą sprawdzanie wiarygodności faktów, gdyż nie do mnie to należy, lecz do organu prowadzącego (starostwa) i organu nadzoru (kuratorium). Nie chodzi mi o nazwiska, lecz o zjawiska. Skoro nauczyciele o tym mówią i wzbudza to ich sprzeciw, to musi być coś na rzeczy. Wróćmy zatem do opowieści.
Otóż w jednej ze szkół ponadgimnazjalnych, po zimowych feriach, zaginęła nauczycielka. Nie wróciła z zimowego wypoczynku. Na tablicy, gdzie widnieją nazwiska nauczycieli np. chorych, za których trzeba planować zastępstwa, przy nazwisku naszej antybohaterki pojawił się znak zapytania. Nikt łącznie z dyrekcją szkoły nie wiedział nic o losach rzekomej. Dzieciaki mające mieć z tą panią zajęcia szwendały się po mieście, bo nie zawsze uda się zastępstwo zaplanować. Według opowiadających po jakimś czasie koleżanka „zaginionej”, pedagog (oni mają dobre serca, ci pedagodzy), w imieniu i swoim charakterem napisała do dyrekcji prośbę o urlop bezpłatny. Dyrektor w humanitarnym odruchu, brzydząc się drapieżnym kapitalizmem, gdzie potrzeby podmiotu ma się za nic, prośbę zaakceptowała. Akceptowanie pism ze wsteczną datą to przecież wynalazek stary jak świat. Gdy „szkolna córa marnotrawna” wróciła na łono, spotkała się ze zrozumieniem i wyrozumiałością, bo trudno naganę uznać w tym przypadku za równoważną karę w stosunku do lekceważenia obowiązków pracowniczych.
Nagana ta nie jest dla bohaterki przeszkodą w uzyskaniu awansu zawodowego, a to dlatego, że już jest nauczycielem dyplomowanym, a profesorem oświaty mogłaby zostać w drugim wcieleniu. Grono pedagogiczne burzy się po kątach, ale oficjalnego stanowiska nie zajmie, bo nie wiadomo, gdzie protekcjonizm się zaczyna, a gdzie kończy. Wszystko wróciło do normy. Uczniowie dalej słuchają dyrdymałów o praworządności i sprawiedliwości społecznej.
autor: Janusz Grela
Skomentuj ten artykuł! (0)