O przemocy w rodzinie
Szanowna Pani Radna Beata Kempa z Sycowa jest szczególnie zainteresowana problemem społecznym, który jest u nas określany jako „przemoc w rodzinie”. I dobrze. Im więcej ludzi będzie zaangażowanych w walkę z tym paskudnym zjawiskiem, tym mniej traumatycznych przykładów z naszej rzeczywistości będzie do nas docierać i burzyć nasze dobre samopoczucie. Jednak mam nieodparte wrażenie, że Pani Beata w pewnych momentach daje się omotać stereotypom. Odnoszę wrażenie, że jak większość naszego społeczeństwa jest zwolenniczką swoistego równania, gdzie z jednej strony znajduje się kategoria „przemoc psychiczna i fizyczna”, z drugiej zaś winny mężczyzna. Do takiego wniosku skłonił mnie pewien incydent, który miał miejsce podczas Rady Miejskiej w Sycowie, kiedy to rozważano problem przemocy w kontekście stanu bezpieczeństwa i porządku publicznego. Prezentowano tam statystykę stwierdzonych przypadków przemocy, gdzie po stronie „winien mężczyzna” było ich wiele, natomiast po stronie „winna kobieta” tylko jeden. Komentarz Pani Beaty, jakoby to był wyjątkowy nieudacznik, odczytałem nie inaczej, jak tylko feministyczny punkt patrzenia na problem. Oczywiście ze statystyką nie zamierzam dyskutować. Mężczyźni w większości są sprawcami tych przestępstw. Jednakże nie można na ludzkie cierpienie patrzeć z punktu widzenia statystyki. Czy cierpi 20 kobiet, czy 1 mężczyzna - cierpienie zawsze pozostanie cierpieniem. Tak jak się mówi o ciemnych liczbach niezgłoszonych przypadków przemocy przez kobiety, tak też możemy mówić o ciemnych liczbach niezgłoszonych aktów przemocy, może nie fizycznej, ale psychicznej, gdzie sprawcami są kobiety. Gdybyśmy chcieli potwierdzenia bezwzględności niektórych kobiet, z pewnością takie przykłady można by było znaleźć. Pani Beata musi wziąć, przyglądając się problemowi, pod uwagę jeszcze jedno niepokojące zjawisko, które jako wypadkowa stereotypu coraz częściej zaczyna się pojawiać. Otóż niektóre kobiety, chcąc załatwić swoje własne porachunki małżeńskie, nadużywają całej machiny związanej z przemocą psychiczną i fizyczną. Wystarczy porozmawiać z policjantami z patrolów interwencyjnych - w ilu przypadkach ich interwencje domowe służyły wyłącznie do statystyki, by w przyszłości można to było wykorzystać w sądzie, by pozbyć się z domu niewygodnego małżonka. Opowiadano mi o przypadkach, kiedy kobiety same dokonywały samookaleczeń przez tarcie rąk papierem ściernym, czy parząc się żelazkiem.
Jestem całym sercem za walką z patologią zwiazaną z przemocą w rodzinie, z tym jednak zastrzeżeniem, by walka ta nie miała określonego kontekstu feministycznego, by nie przebiegała w myśl utartych stereotypów.
autor: Janusz Grela
Skomentuj ten artykuł! (1)