O śmierci i nie tylko
Zbliża się dzień, kiedy to przyjdzie nam, w blasku zniczy, poczynić refleksję o sprawach ostatecznych. Odwiedzając „miejsce zaśnienia” (cmentarz wywodzi się od greckiego słowa „koimeterion”), wspominając swoich najbliższych, którzy odeszli, uświadamiamy sobie, że śmierć jest zawsze obecna wokół nas. Ma potężny wpływ na nasze życie jako regulator wszelkich spraw. Stosunek ludzi do śmierci zmieniał się na przestrzeni dziejów. Średniowiecze to zjawisko tzw. śmierci oswojonej, która jest przynależna rycerskiemu ethosowi i rozpoznawalna w rycerskiej literaturze tej epoki. Takim przykładem może być Roland z Pieśni o Rolandzie. Gdzieś w okolicach XVIII wieku koncepcja „śmierci oswojonej” została wyparta przez koncepcję „śmierci drugiego”, gdzie zewnętrzne dowody pamięci o zmarłym i dowody miłości do niego sięgały poza grób. Wówczas to powstawały portrety trumienne, przykościelne kaplice nagrobne, czy też zwyczaj wycinania okienek w trumnach. Dla przeciętnego Europejczyka XXI wieku śmierć stała się zjawiskiem umownym i przyswajalnym jako filmowa fikcja, czy też komunikat medialny. Takiej śmierci jest tyle, że powoli zaczyna wypierać z naszej świadomości tę właściwą. Znawcy przedmiotu mówią o „pruderii śmierci”, o tym, że człowiek współczesny nie umie umierać. Obecnie tylko lekarze i filozofowie są skłonni traktować śmierć jako element składowy życia. Epikur pisał: „Póki jesteśmy, nie ma śmierci. Gdy jest śmierć, nie ma nas”. Śmierć jest absolutem wolności. „Wolnością prawdziwą - jak pisze Jan Szczepański - jest tylko śmierć, gdyż w świecie życia ludzkiego jest zawsze tylko zależność lub współzależność, ale nigdy nie wolność”. Tak więc musimy być skazani na owe zależności rodzące intrygi, na funkcjonowanie tak ostatnio modnej w naszym mieście spiskowej teorii dziejów. Skazani na knowania tych, którzy pod płaszczykiem „dobrze rozumianego interesu publicznego” rozgrywają swoje partie. Dla nich przyprawianie komuś „gęby” to zwykła gra, a dla innych po prostu chamstwo i skurwysyństwo. Pomówienia, oczernianie, podjudzanie to narzędzia, którymi wprawnie posługiwali się kiedyś i posługują się dzisiaj. Czy zatem być „człowiekiem wolnym”, czy ubabranym w tym szambie? Mimo wszystko żyć trzeba, mało tego, należy każdy dzień przeżywać tak, jakby miał być naszym ostatnim.
autor: Janusz Grela
Skomentuj ten artykuł! (3)