O szczęście wiekuiste...
Jak co roku o tej porze, w wyjątkowym nastroju, przy grobach najbliższych stanąłem. Bliskich i blisko nich, najbliżej jak tylko można. W żadnym dniu roku całego myśli przez głowę nie przeleci tyle, co w Święto Zmarłych. Tyle refleksji, zadumy, pytań bez odpowiedzi i tylko pomodlić nam się trzeba, zawierzyć opatrzności, bo cóż my możemy innego uczynić... Kto przed grobem chce uciec, ten najczęściej do niego wchodzi, a grób i największego obejmie. Jeszcze ten może się czuć szczęśliwy, kto się tym krzepi, że za grobem będzie lepiej. I co my o tym wiedzieć możemy... Wierzyć i ufać nam tylko zostało.
Zapaliłem znicze, postawiłem kwiaty na kamieniu i na zdjęcia najbliższych mi spojrzałem. Czlowiek tyle razy umiera, ile razy traci swoich bliskich. Który to już raz... Zawsze sobie w tym momencie pomyślę, że Oni patrzą teraz na mnie, są tu blisko i pocieszają mnie słowami: Nie roń łez, bo opłakiwać śmierć to jak kamień nadgryzać i jednako wisi nad wszystkimi ta nieunikniona. Gdy ona przychodzi, nie pomoże otoczyć się nawet tysiącem bóstw. Dwóch śmierci nigdy nie ma, a jednej i tak nie unikniesz. Wiedz i pamiętaj o tym. Śmierć jeszcze o nikim nie zapomniała, choć nie posługuje się kalendarzem. Coraz więcej nas w kwaterze i każdy w ciszy i skupieniu głowę pochyla. Na całym cmentarzu już ludzi mnóstwo i każdy przy swoich stoi, płoną ognie, bielą się chryzantemy. Groby rozmaite, a przecież jednakowo umieramy. Czasu tu się nie liczy, czas tu nieważny, bo przecież nie jest on nasz. Dla nas ważny jest ten czas, który już minął. Tylko śmierci i czasu właśnie nie uprosisz.
Na inne groby się udałem, bo iluż tu moich przyjaciół, bliskich i znajomych... Przy każdym chwilę stanąłem, o wieczny odpoczynek i światłość wiekuistą prosiłem. Modlitwa niebiosa przebiec może i niech każdy modli się jak umie, Pan Bóg cię zrozumie i pamiętaj jeszcze człowiecze, że modlitwy nie kończy „amen”.
Nie był to dla mnie koniec niezwykłych przeżyć w tym dniu. Wieczorem wysłuchałem jeszcze w Kościele Zamkowym ap. Piotra i Jana wspaniałego koncertu chóru Freundschaft Konkordia z zaprzyjaźnionego z Sycowem partnerskiego miasta Malsch. W repertuarze tego chóru były utwory wielkich muzyków niemieckiego romantyzmu: Schuberta, Brahmsa, Webera, Schweizera. Było pięknie, nastrojowo i niebiańsko. Pięknym akcentem na zakończeniu koncertu był gest chóru, który podarował pewną sumę pieniędzy dla sycowskiego szpitala. Osobiście też bardzo się wzruszyłem, gdy zobaczyłem występującego w chórze Bruno Kleina, z którym zaprzyjaźniłem się podczas pobytu w Malsch 6 lat temu. On jakby wiedział, że też mnie spotka i w pewnym momencie, oczywiście już po koncercie, wyciągnął z kieszeni plik zdjęć upamiętniających mój pobyt w Malsch. Jako że uwielbiam przysłowia i powiedzenia, wyrecytowałem przyjacielowi z Malsch, że „przyjaźń najwyborniejszą jest przyprawą życia”. On mnie dopiero zaskoczył, gdy zrewanżował się przysłowiem własnym, niemieckim: „Pamięć może znikać, byle tylko nie zabrakło zdolności sądzenia”.
Dodam jeszcze, że występ chóru przyjęto owacyjnie, były brawa na stojąco i bisy. „Kto przecież śpiewa, dwa razy się modli”.
autor: Roman Ćwiękała
Skomentuj ten artykuł! (1)