O tabu
Pedofilów ci u nas dostatek. Co parę dni powiększa się poczet pedofilów polskich. Zjawisko to oburza nas i budzi obrzydzenie. I tak ma być. Ale czy tak było zawsze? Niestety, nie. W kolebce kultury europejskiej, w starożytnej Grecji, dominował ideał czy też wyidealizowana forma pederastii. Uważano, że najwyższą i najbardziej czystą postacią miłości jest związek intymny pomiędzy wolnym obywatelem w wieku starszym i wolnym chłopcem w wieku dojrzewania. W „Chmurach” Arystofanes pisze tak o chłopcach z gymnazjonu:
„Siadywali obyczajnie
rozchylając uda w kroku.
Kucać musiał tak, by widzom
Nic zdrożnego nie ukazać.
Kiedy wstawał, ślad na pisaku zatrzeć
musiał i zamazać
by pośladków swych odciskiem nie
przywabić wielbicieli”.
Młodzieniec grecki nie powinien oczekiwać w seksualnych kontaktach żadnej przyjemności. Nie do przyjęcia było także przyjmowanie od starszego partnera pieniędzy za świadczone usługi. Miał natomiast pełne prawo oczekiwać hojnych upominków. Wreszcie chłopiec mógł być powolny jedynie mentorowi, który cieszył się powszechnym szacunkiem, intelektualiście biegłemu w dysputach, komuś, kto udzielał mu rad życiowych i stanowił dla chłopca oparcie moralne (ciekawe, kogo ten opis nam przypomina). Stąd też liczne malowidła na wazach greckich ukazują nam pięknego chłopca odtrącającego zdecydowanym gestem zaloty brodacza, polegające na ogół na tym, że starszy wiekiem mężczyzna głaszcze jedną ręką gładki policzek chłopca, drugą zaś dotyka okolic jego obnażonych genitaliów. Nie należy wyciągać z tego wniosku, że społeczeństwo greckie było homoseksualne. Było to raczej społeczeństwo biseksualne. Nie widziano żadnej istotnej różnicy pomiędzy upodobaniem do chłopców i kobiet. Była to wyłącznie sprawa gustu, której przypisywano nie większe znaczenie aniżeli to, jakie dziś przypisujemy piciu kawy czy herbaty. Kobiety pozostawały w kręgu ogniska domowego, gdzie wychowywały dzieci, a w tym czasie chłopcy i dojrzali mężczyźni wdzięczyli się, przechodząc po ulicach, a całą swoją energię kierowali ku pederastycznym zalotom w gymnazjonie. Na szczęście w późniejszych czasach nastąpił upadek tej osobliwej kultury. Zdaje się, że obecnie przeżywamy renesans neoklasycystycznej obyczajowości, gdzie można za Arystofanesem podsumować:
Kto obsiadł wszystkie trybunały?
Kto? Buzeranty i pedały.
Wiersze kto pisze w biedzie?
Kto? Buzeranci, czyli pedzie.
A dalej rozejrzyj się tylko po sali.
Dowódcy wojsk, szefowie floty
też buzeranci, czyli cioty”.
autor: Janusz Grela
Skomentuj ten artykuł! (1)