O teczkach
W mieście zawrzało. Hiobowa wieść o znalezieniu dziwnych teczek zelektryzowała całą lokalną społeczność. Grzały się linie telefoniczne, wycierały się litery na klawiaturach telefonów komórkowych. Każdy, kto zajmował znaczące stanowisko, szybko robił rachunek sumienia. Sięgał pamięcią w przeszłość. Wszystko to za sprawą całego łańcucha nieistotnych zdarzeń. Otóż wraz z objęciem stanowiska komendanta policji nominowany zgodnie z powiedzeniem „o nowej miotle” nakazał generalne porządki w budynkach należących do komendy. To bardzo odpowiedzialne zadanie spoczęło na wychudzonych barkach policyjnej sprzątaczki, którą nazwijmy panią Leokadią. Ta zacna i robotna kobiecina żwawo zabrała się do realizacji komendantowej dyrektywy. Zaopatrzona w ścierki, mopa i szare mydło (niestety, skromny budżet nie pozwalał na zakup Cilita) udała się do pomieszczeń piwnicznych. Otworzywszy dużym renesansowym kluczem przyrdzewiałe blaszane drzwi, weszła w mroczną czeluść. Po paru chwilach macania ściany, by natrafić na włącznik światła, odetchnęła z ulgą, poczuwszy pod palcami chłód ebonitu. Przekręciła włącznik i w pomieszczeniu zapaliło się bladożółte światło mające swe źródło w popstrzonej muszymi odchodami żarówce, którą osłaniały druciane sploty. Oczom pani Leokadii ukazały się poustawiane po obu stronach ścian regały, na których walały się różne dziwne przedmioty. Kobiecina, będąc słabego wzroku, brała do ręki każdy z nich i podstawiała pod światło, by dokonać selekcji pod względem przydatności oglądanej rzeczy. I tak trafiła na zardzewiały zestaw igieł do wbijania pod paznokcie, zdekompletowane tzw. hiszpańskie buty, lampki biurkowe z obitymi i powyginanymi kloszami służące onegdaj do świecenia w oczy petentom komendy. Przejrzawszy dolne regały dzielna kobieta podstawiła skrzynkę metalową pod regał i jak górska kozica wspięła się na nią. Na najwyższym regale spoczywał gruby segregator opatrzony napisem „ściśle tajne TW Oleśnica”. Uznała, iż skoro papierzyska leżą tu od dawna, o czym świadczył gruby kożuch kurzu na grzbiecie, to nie są one nikomu potrzebne. Cały segregator wylądował w kuble na śmieci. Po skończonej robocie szczęśliwa, aczkolwiek zmęczona, gdyż nieźle kobiecina w piwnicy potyrała, wyrzuciła zawartość kubła do pobliskiego śmietnika. Traf chciał, iż było to w pobliżu zamieszkania skromnego felietonisty popularnej lokalnej gazety, który wynosząc worek ze swoimi śmieciami odnalazł rzeczony segregator. Okazało się później, że znajdowały się tam teczki tajnych współpracowników Służby Bezpieczeństwa z lat 1960-1989. Skromny felietonista, natknąwszy się podczas lektury na nazwiska i pseudonimy, zrozumiał, iż jest w posiadaniu materiałów o sile bomby atomowej. Kto wie, może już wkrótce materiały te ujrzą światło dzienne jako publikacje poczytnego lokalnego pisma. A zatem śledźcie jego łamy, aby nie przeoczyć takiej gratki.
autor: Janusz Grela
Skomentuj ten artykuł! (3)