O uchwale programowej
Słuchając sprawozdania przewodniczącego powiatowego SLD Henryka Bernackiego i kolejnych mówców w czasie zjazdu, poseł Andrzej Otręba zrobił się tak szary jak jego marynarka. Wszak nawoływania do zmian jako żywo dotyczą i jego. Stąd też zapewnienia Pana Posła, iż: „jestem jednym z was”. Szkoda tylko, że od czasu do czasu... Rozrachunkowa retoryka znalazła swoje odbicie w preambule do uchwały programowej zjazdu, ale tylko w kontekście „oni”. Owi „oni” zrobili tak i tak, i to było be. Natomiast „my” jesteśmy „cacy” i u siebie za dużo zmieniać nie musimy. Stąd te same władze i na 17 członków Rady Powiatowej 11 ze starego składu. Sama uchwała programowa miejscami sprawia wrażenie, że została napisana dlatego, że tak nakazują dokumenty normatywne. Co do samej realizacji zapisów to później będziemy się zastanawiać. Tak, moim zdaniem, myśleli architekci owej ustawy. Bo jak się ma zapis o przeciwdziałaniu „nieuzasadnionym likwidacjom szkół i przedszkoli”. Otóż jeżeli władza samorządowa podejmuje decyzje o likwidacji takiej placówki, to ta decyzja zawsze jest uzasadniona względami ekonomicznymi. Dla społeczeństwa natomiast każda tego typu decyzja jest nieuzasadniona, właśnie ze społecznego punktu widzenia. Kto zatem dokona wartościowania, czy jest to działanie uzasadnione czy nie. Wiceburmistrz miasta czy też przewodniczący SLD? Być lojalnym wobec przełożonego czy też odzyskiwać poparcie społeczne dla partii? Życzę Ci, Henryku, abyś w takiej sytuacji się nie znalazł. Cała uchwała programowa ma jeden wielki „kruczek”, który nazwałbym koalicyjnością. Zawsze można przecież powiedzieć, że przez „współrządzenie” miastem „rozwijamy sieć placówek oświatowych i kulturalnych”. Wszak buduje się nową halę widowiskową, a już niedługo i basen. Wszak już jest opracowana strategia promocji miasta na najbliższe lata itd. itd. Natomiast w całej uchwale zabrakło mi jednego ważnego zapisu. Co zrobić, aby do partii przyciągnąć ludzi młodych? Patrząc po zjazdowej sali, można było odnieść wrażenie, bez obrazy, że to nie zjazd SLD, lecz spotkanie rencistów i emerytów. Oczywiście z małymi wyjątkami. Jeszcze parę lat i powstanie luka pokoleniowa w naszej lewicy. Ludzi młodych nie ma w SLD, a tych, którzy są, nie promuje się i nie dostrzega. Komu szybciej zaufa społeczeństwo? Ludziom młodym, nieskażonym przeszłością, czy tym, którzy retorykę rozrachunkową uprawiają przy okazji kolejnych wyborów? Skoro w SLD nie chodzi o „stołki”, lecz o ideę, to w imię tej idei należałoby poddać się nie weryfikacji, ale liftingowi.
autor: Janusz Grela
Skomentuj ten artykuł! (1)