Ojciec
W jednym z europejskich tygodników na pierwszej stronie zdjęcie uśmiechniętego Papieża z informacją o śmierci Ojca Świętego i przypomnieniem jego pierwszego dowcipnego powiedzonka, gdy prosił Włochów, aby go poprawiali, gdy będzie robił błędy „w waszym, przepraszam, naszym języku”.
Niestety, nie doszła do skutku wizyta Ojca Świętego w Parlamencie Europejskim, na którą tak cieszyli się polscy eurodeputowani. Wielka szkoda, bo byłaby wtedy okazja, by podziękować za słowa, które wypowiedział w Hiszpanii w Santiago del Compostella 20 parę lat temu. Wtedy w Polsce trwał stan wojenny, a polski Papież - niczym prorok - mówił o konieczności zjednoczenia Europy, o tym, że tzw. Europa Środkowo-Wschodnia to integralna część Europy. Mówił wreszcie wtedy także o potrzebie powrotu do chrześcijańskich korzeni Europy symbolizowanych przez słowiańskich świętych - ojców duchowej jedności Europy świętych Cyryla i Metodego.
Trzy lata później byłem w Rzymie i czołowy włoski polityk chrześcijańsko - demokratyczny, mówiąc o Europie, machinalnie mówił tylko o krajach do Łaby! Ówcześni politycy zachodni, ale też i polscy. Nie myśleli wcale o tym, co widział oczyma realistycznej wyobraźni Papież - Wizjoner.
Byłem na audiencjach Ojca Świętego wiele razy. Także na tej najbardziej zamkniętej, w jego prywatnej kaplicy - w gronie kilku osób. Ale te spotkania nigdy nie były dla mnie rutyną. Najbardziej zapamiętam to ostatnie - 30 grudnia 2004 roku. Ojciec Święty, chory, zmęczony, ale silny wewnętrzną siłą, cierpliwie wysłuchał tego, co mam do powiedzenia i uważnie na mnie patrzył, jakby pytał: „Czy podołasz?, Czy sprostasz?, Czy uniesiesz ciężar odpowiedzialności?, Czy będziesz dobrze reprezentował Polskę?”. Patrzył też uważnie i ciepło na mojego młodszego syna Bartka, tak jakby patrzył na całą Młodą Polskę, ufną w siebie i śmiało idącą w przyszłość.
Chłopaki nie płaczą. Ale ja nie wstydzę się łez...
www.ryszardczarnecki.pl
autor: Ryszard Czarnecki
Skomentuj ten artykuł! (3)