Operacja ósma zero pięć
No i proszę: jest sukces! Dla dalszych 65 tysięcy Polek i Polaków spełnia się sen o kapitalizmie. Namordowali się wprawdzie przed oddziałami PKO BP S.A., zapisywali się w „kolejce społecznej”, czekali i dyżurowali w niej („jak w PRL”- jak ktoś durny w telewizji wymyślił), wpłacili przy blisko 2000 okienkach w 950 oddziałach „średnio po 17.000 PLN” i teraz się cieszą. Mogą być pewni co najmniej 4% zysku - z racji dyskonta przy kupnie akcji, a jest to, przypomnijmy, mniej więcej tyle, ile wynosi stopa oprocentowania na lokatach. Jednakowoż, jak podali „analitycy”, profit może być o wiele większy. Wprawdzie o 13-krotnym przebiciu jak przy prywatyzacji Banku Śląskiego przed 11 laty nie może być raczej mowy, ale niech tylko te akcje zaczną „grać” na giełdzie, to okaże się, jak szybko można się stać człowiekiem bogatym, ha, ha.
Mówią, że ilość szczęśliwców wcale nie jest tak znaczna, bo było bardzo wielu „staczy”, którzy za drobne „honorarium” albo odstępowali miejsce w kolejce rzeczywistym „inwestorom”, albo lokowali po prostu czyjeś środki. Ta średnia wydaje się bowiem przy oglądzie ludzi czekających godziny ósmej zero pięć w poniedziałek 11 października zadziwiająca. Nigdy bym tych - przepraszam za wyrażenie - „szaraków” o takie pieniądze nie podejrzewał. I chociaż, zwłaszcza przy pieniądzach, pozory mylą, będzie można (?) za pewien czas się przekonać, czy nie nastąpiło i tutaj zjawisko swoistej „konsolidacji” znane np. ze skupu tzw. świadectw prywatyzacyjnych albo też przy odkupywaniu tzw. akcji pracowniczych wielu prywatyzowanych zakładów, choćby bielskiej FSM.
Ponad jeden miliard PLN przeznaczono do „wolnej sprzedaży”. Z puli 16,5% przeznaczonych dla inwestorów krajowych jest to mniej niż połowa (wartość pakietu 30% akcji przeznaczonych do prywatyzacji - jak mówiono w Sejmie - do sprzedaży ceniono na 6 mld PLN), reszta ze wspomnianej puli znajdzie nabywców przez biura maklerskie. I tą właśnie drogą prawdziwi gracze giełdowi nabędą tak pożądane walory- trzeba bowiem być posiadaczem kont w tych biurach. Czytałem, że spadek niektórych akcji na Warszawskiej Giełdzie wiąże się z wyprzedażą akcji, aby uzyskać środki na kupno akcji PKO BP S.A. Zresztą inne banki ogłosiły, że „poważnym klientom” chętnie udzielą kredytu, aby mogli wejść w ten interes.
Wiadomo, że wbrew uchwale sejmowej pula 10,5% - a więc jedna trzecia z pakietu prywatyzowanego - została przez ministerstwo Skarbu Państwa przeznaczona dla inwestorów zagranicznych. Nic to nie grozi bankowi - słyszeliśmy z autorytatywnych źródeł - bo Państwo zachowa ponad połowę akcji swej najważniejszej instytucji finansowej. Sektorowi bankowemu też już nie zaszkodzi, albowiem i tak w przeważającej większości znajduje się już w niepolskich rękach.
Dowiedzieliśmy się już w poniedziałek w południe, że bardzo wielu ludzi odeszło od okienek z kwitkiem. Dla większości chętnych obywateli zabrakło już możliwości stania się kapitalistami finansowymi. Ja do nich należę. Nie jestem ani pośród owych 65 tysięcy współwłaścicieli banku, ani wśród zawiedzionych brakiem akcji. Ja tę całą szopkę z „kapitalizmem ludowym” - bo tej właśnie idei służyć ma przecież całe to przedsięwzięcie - po prostu, za przeproszeniem, cznam. Gdybym dysponował taką jedną „średnią wpłatą”, to wiedziałbym, co z nią poczciwie zrobić. Tym, którzy w poniedziałek się stali „drobnymi finansistami”, życzę szczerze jak najlepiej. Niech się Wam darzy! I jeśli o tym piszę w tonie z lekka sarkastycznym, to właśnie z powodu tej ideologicznej otoczki towarzyszącej całej prywatyzacyjnej operacji z PKO BP S.A. Że niby każdy Człowiek w Społeczeństwie Obywatelskim, jeśli tylko jest gotów wziąć sprawy we własne ręce, może „doszlusować” do tych, którzy znaleźli się po słonecznej stronie kapitalistycznej Transformacji. Że każdemu jest dana szansa i tylko od jego pomysłu zależy, jak się będzie miał w tym - jak nam mówią - najlepszym z możliwych ustrojów. Pewnie z tym „pomysłem” to jest święta prawda, nie przeczę. Jednakże, jak sądzę, wiele pomysłów zasadza się, niestety, na tym, by wyjechać w górę na naiwności, na krzywdzie, na wyzysku innych. I mówi się, że trudno, jak się innym nie udało. Że taka jest po prostu surowa ekonomiczna rzeczywistość.
Dzień przed operacją ósma zero pięć mieliśmy w całym kraju Dzień Papieski. W kraju, co warto podkreślić, bardzo katolickim. Rozdano na Zamku Królewskim nagrody „katolickiego Nobla” - Totus. Są to bardzo honorowe wyróżnienia za krzewienie nauczania Jana Pawła II. Gdyby choć w części faktyczni włodarze III RP, ci, którym w ciągu godziny rośnie majątek o dalsze miliony, chcieli kierować się w swym działaniu społeczna doktryną Kościoła Rzymskokatolickiego, doktryną zdecydowanie bardziej lewicową od wszelkich naszych „lewic”, to nie byłoby w Polsce tak, jak jest. A jak jest, to Czytelniczki i Czytelnicy naszej Panoramy wiedzą.
Z bankowym pozdrowieniem
Wasz felietonista
autor: Julian Bartosz
Skomentuj ten artykuł! (0)