



Ja, jak każdy katolik (i każdy chrześcijanin, żyd czy muzułmanin) jestem zwolennikiem kary śmierci. Jeśli ktoś jest przeciwny idei kary śmierci, to nie jest on katolikiem, tylko heretykiem. Pan Bóg wyraźnie wyjaśnił, tuż po Dekalogu, że „gdyby ktoś bliźniego swego UMYŚLNIE zasadziwszy się PODSTĘPEM zabił – i od ołtarza Mego weźmiesz go – i zabijesz!”. I nie ma o czym dyskutować. Chrystus powiedział, że jest na Ziemi po to, by wypełniona była litera Zakonu – i dodał też: „Nie przyszedłem nieść wam pokój – ale miecz”.
Oczywiście: miecz tylko na niektórych...
Ja jestem zwolennikiem kary śmierci z pobudek całkowicie racjonalnych i współczesnych – i odwoływanie się do Pana Boga nie jest mi w niczym potrzebne. Wiele razy o tym pisałem - i nie będę się powtarzał.
Powstaje, rzecz jasna, pytanie o zakres stosowania kary śmierci. Nie ulega wątpliwości, że musi być ona wymierzana za morderstwo – czyli zabójstwo nie np. na wojnie, w pojedynku czy w afekcie – lecz dokonane UMYŚLNIE i PODSTĘPEM. Wtedy nie przysługuje litość ani nawet tradycyjny azyl świątynny. Stary Testament wymienia jeszcze inne czyny – gwałt, uprawianie stosunków homoseksualnych – za które też należy się kara śmierci, jednak tu już możliwości uzyskania „azylu” istnieją.
U nas taki „azyl” jest automatyczny: NIKT kary śmierci uzyskać nie może – i ja uważam, że słusznie. Istnieje bowiem różnica między np. gwałtem – a morderstwem.
Piszę to, bo pewna Czytelniczka stwierdziła, że „obraziłem nie tylko kobiety, ale wszystkich”, twierdząc (we wtorek), że p. Fritzla nie należy obwiesić na suchej gałęzi. Cóż: może by i trzeba – ale najpierw trzeba przywrócić karę śmierci za morderstwo – a potem myśleć o jej rozszerzeniu I - nawiasem pisząc - boję się kobiet jako sędziów: mogą wieszać pod wpływem emocji...
Istnieje jakaś gradacja kar. P. Elżbieta Fritzl ma obecnie 34 lata, najprawdopodobniej będzie też miała spore pieniądze (słusznie Jej się należące za 24 lata gehenny) – i żyje. Ma też szóstkę dzieci - ma dla kogo żyć. Siódme dziecko zmarło przy porodzie – i nie ma żadnego dowodu, że można by je było uratować. Bądźmy sprawiedliwi: jeśli nie skazujemy matki, która pozwala na zabicie dziecka nawet w trakcie porodu (!!) - to dlaczego domagać się wysokiej kary na faceta, który tylko biernością doprowadził do śmierci noworodka?? Za to jest raptem parę lat.
A w ogóle to w Polsce p. Fritzl mógłby dostać co najwyżej 15 lat, gdyż każdy z czynów z osobna zagrożony jest karą do 10 lat więzienia.
Zauważmy, że gdyby p. Józef Fritzl swoją córkę zamordował – to nie dostałby kary śmierci (choć, oczywiście, powinien!!). Natomiast – jako się napisało – p. Elżbieta Fritzl żyje – i nawet robi wrażenie całkiem zdrowej, jak na warunki, w których żyła. I dlatego kara za to musi być niższa.
autor: Janusz Korwin-Mikke