Panorama Oleśnicka
Warning: imagejpeg(): Unable to open 'files/autorzy/_18_&czarnecki.JPG' for writing: Permission denied in /srv/www/vhosts/panoramaolesnicka.pl/httpdocs/cnf/funkcje.php on line 72 Warning: imagejpeg(): Unable to open 'files/autorzy/_22_&Geringer.JPG' for writing: Permission denied in /srv/www/vhosts/panoramaolesnicka.pl/httpdocs/cnf/funkcje.php on line 72 Warning: imagejpeg(): Unable to open 'files/autorzy/_13_&szymanski.JPG' for writing: Permission denied in /srv/www/vhosts/panoramaolesnicka.pl/httpdocs/cnf/funkcje.php on line 72 Warning: imagejpeg(): Unable to open 'files/autorzy/_12_&Krason.JPG' for writing: Permission denied in /srv/www/vhosts/panoramaolesnicka.pl/httpdocs/cnf/funkcje.php on line 72
Felietony w Panoramie
Janusz Korwin-Mikke
felietonów: 180
zobacz
Ryszard Czarnecki
felietonów: 142
zobacz
Janusz Grela
felietonów: 74
zobacz
Julian Bartosz
felietonów: 58
zobacz
Roman Ćwiękała
felietonów: 47
zobacz
Beata Kempa
felietonów: 41
zobacz
Lidia Geringer De Oedenberg
felietonów: 24
zobacz
Czesław Panek
felietonów: 14
zobacz
Konrad Szymański
felietonów: 10
zobacz
Adrian Różański
felietonów: 8
zobacz
Bolesław Szajna
felietonów: 5
zobacz
Janusz Dobrosz
felietonów: 5
zobacz
Janusz Krasoń
felietonów: 4
zobacz
Ryszard Czarnecki
Felietony w Panoramie
fot
Palestyna niejedno ma imię

 
Podsumowuję pobyt w Palestynie. Eksperci przygotowujący nas do naszej misji, ale też palestyński naukowiec (nb. katolik), z którym jadłem kolację we wtorek, mówili jednym głosem: w Palestynie obowiązują 3 niepisane zasady. Pierwsza to rządy nie tyle partii, co klanów: klanowość jako podstawą struktury społecznej. Druga - cały biznes tutaj to biznes rodzinny. Trzecia: w życiu prywatnym, społecznym i międzynarodowym obowiązuje reguła „krew za krew”...
Nie będę się wymądrzał na temat Palestyńczyków, za krótko tu byłem, ale czy gdzie indziej jest możliwe (pewnie gdzieś jest, ale tylko gdzieniegdzie), aby może 10-12-letni chłopak - widziałem to na własne oczy na ulicy w Hebronie - w czasie kłótni ze starszym mężczyzną nagle wyciągnął prawdziwą broń, duży rewolwer i na oczach rosnącego tłumu gapiów zaczął nim wymachiwać, w drugiej ręce trzymając spory kamień...?
Przestrzegano nas mocno, aby pod żadnym pozorem nie wdawać się w dyskusje z ludźmi z IDF czyli izraelskich sił bezpieczeństwa, strzegącymi ładu w podzielonym Hebronie. Ci młodzi chłopcy tymczasem okazali się raczej życzliwi czy obojętni, poza jedną, wyjątkowo mniej sympatyczną, załogą. Jedno takie spotkanie było jak filmowa scena. Idziemy wyludnionym, jak po katastrofie („One day after”?), rewirem miasta, które przecież normalnie tętni życiem. Dochodzimy do wysokiej, grubej kamiennej wieży, tak różnej od standardowych tu budek strażniczych. Na wieży u góry otwór, w nim chłopak z karabinem. Jestem na czele peletonu. Zaczynamy komunikować się „góra-dół”: „Dokąd, skąd, po co. Z Polski?”. Żołnierz jakby się zamyślił - „Aha, z Polski”. Ryzykuję dialog: „A co, byłeś?”. Przez chwilę cisza. Potem widzę, jak głowa w hełmie kiwa potakująco. „Tak, Polska, Warszawa, Kraków… Majdanek” - słyszę. I wiem, że chciał powiedzieć coś więcej. I wiem, że chciał usłyszeć coś więcej. Ale to już koniec, teraz biurokracja: „Dokąd, na jak długo, którędy wrócicie”, telefony do dowództwa. Pewien kłopot jest z Arabami: przewodnikiem-tłumaczem i kierowcą. Mają w tym przypadku gorszy status niż międzynarodowi obserwatorzy. Pierwszy z nich nagle zaczyna chwalić się żołnierzom, że zna także… język indonezyjski, tak jakby to mogło w czymkolwiek pomóc. Wreszcie zgoda i ruszamy dalej, ale za szlabanem dalej jest pusto - tak jakby samotność była ceną pokoju. Potem w końcu, po uzyskaniu kilku sprzecznych informacji, idziemy ponownie do części arabskiej, przecinając w dół muzułmański cmentarz, na którym akurat odbywa się pogrzeb. Spotykamy jeszcze młodych, ciekawych świata, ale i patrzących nań z dystansem dziennikarza i fotoreportera głównego izraelskiego dziennika „Haaretz” (ma też angielską edycję). Kawałek idziemy razem. Oni chyba troszkę zawiedzeni, że tak spokojnie, nie to, co przez ostatni tydzień, my - wręcz przeciwnie… Ale to spokój, jeśli nie pozorny, to czasowy: przechodząc przez kawałek miasta, skąd policja izraelska wysiedliła już żydowskich osadników, napotykamy na grupkę arabskich młodzianów, którzy pod naszym adresem wykrzykują jakieś obelgi po arabsku. Ale zaraz zatrzymuje się auto, jego kierowca, też Arab, oferuje pomoc, prosi, żeby się nie przejmować… Palestyna niejedno ma imię…
www.ryszardczarnecki.pl

autor: Ryszard Czarnecki

 
Skomentuj ten artykuł! (1)
designed by Rikonia
copyright by Panorama Oleśnicka
panoramaolesnicka@poczta.onet.pl panorama@dyskietka.pl tel. / fax +48 71 3149428