Palestyńskie zapiski
Palestyna. Hebron. Wszędzie tłumy przed lokalami. Nie tylko mężczyźni, także sporo dziewcząt. Zresztą kobiet jest bardzo dużo w komisjach wyborczych, zarówno w charakterze członkiń, ale też jako „mężów (!) zaufania”. Tłum z flagami palestyńskimi, ulotkami, sztandarami i czapeczkami Hamasu, atmosfera święta, pikniku, meczu piłkarskiego. W lokalach wywieszki, że zabrania się trzech rzeczy: palenia, rozmawiania przez telefon i... wnoszenia broni! Przypomina mi to Albanię i zeszłoroczne wybory parlamentarne w tym kraju, też monitorowane przez PE. Tam też broń była zakazana... A więc setki ludzi, czekających także już po zamknięciu lokali. Spisuję po kronikarsku ich nazwy: Madraset al Zahra, a al asasyeh al Jadadeh, Madraset Tariq Bin Ziad i jeszcze wiele, wiele innych...
Lokale zamykane są już o 19. Tam, gdzie nasza polsko-czesko-rumuńska ekipa czuwa nad przeliczaniem głosu, szef komisji nakazuje przeliczenie głosów z obu urn. Obu, bo trzeba było głosować i na partię, i na kandydata, jak w RFN, co zresztą wielu ludziom sprawiło sporo kłopotów - sam widziałem, jak członkowie komisji cierpliwie tłumaczyli zwłaszcza starszym wyborcom, że trzeba zakreślić iksy na 2 kartkach, a i tak ilość głosów nieważnych była spora. Dopiero wtedy, gdy wiadomo, ile jest głosów, szef komisji siada tyłem do mężów zaufania, ale tak, aby wszyscy dobrze go widzieli, bierze pojedyncze karty wyborcze, z namaszczeniem, głośno czyta nazwę partii, na którą akurat oddano głos - a w tym czasie na szkolnej tablicy jeden z członków komisji kredą rysuje kreski w rubrykach 11 partii, które wzięły udział w wyborach. Na osobną kupkę idą głosy nieważne, każda partia ma też swoją, najszybciej rosną te Hamasu i Fatahu. Mężowie zaufania szmerem lekkiego zdziwienia przyjmują, gdy szef komisji ogłasza, że głos padł na inną partię niż te dwie. Przedstawiciele poszczególnych ugrupowań mają specjalne arkusze i na nich wpisują głosy, obwieszczane uroczystym głosem przez szefa komisji, zresztą jedynego w tym gronie człowieka w okularach. Okulary pełnią tu zresztą ważną rolę: gdy krzyżyk jest niewyraźny lub nie ma go wcale (głos nieważny), przewodniczący demonstracyjnie przybliża kartę parę centymetrów do swoich okularów, aby nikt nie postawił zarzutu jakiejkolwiek manipulacji...
W „mojej” komisji wygrywa Hamas - 195 głosów, ale z zaskakująco niewielką przewagą nad Fatahem -163 głosy. Akurat w Hebronie miał być nokaut partii rządzącej, a tu tylko zwycięstwo na punkty. Ale w Palestynie wygrywa demokracja, zgoda, w cieniu karabinów, ale jednak. To krok naprzód. Czy oznaczać to będzie automatycznie krok do pokoju i bezpieczeństwa - tego jeszcze nie wie nikt.
W kilku lokalach wyborczych pytano, skąd jestem, jesteśmy. Odpowiadałem zawsze w takiej kolejności: Polska, Parlament Europejski. W odpowiedzi widziałem potakiwanie. Tu „Bolanda” jest znana. Parę osób życzliwie uśmiechnęło się, kojarzyli wszyscy, a jeden trzydziestoparoletni mężczyzna wyrecytował: „Polska, Solidarność, Walesa!”. „Był pan w Polsce?” - ucieszyłem się naiwnie. Wzruszył ramionami: „Nie, ale przecież wiem”...
www.ryszardczarnecki.pl
autor: Ryszard Czarnecki
Skomentuj ten artykuł! (2)