


Stare przysłowie przekazuje nam mądrość, że jeżeli ktoś ci mówi, że jesteś pijany - to nie przejmuj się. Ale jeżeli pięć osób powie ci, że wypiłeś za dużo - połóż się spać. Dokładnie tak samo jest z polską gospodarką. Jeżeli jeden ekspert mówi, że trzeba inaczej reagować na kryzys niż to robi rząd, to od biedy można machnąć ręką. Ale jeśli wszystkie rządy na świecie inwestują, tworzą miejsca pracy, zwiększają mimo wszystko ilość miejsc pracy, a także powiększają deficyt budżetowy - to rząd Donalda Tuska powinien zastanowić się, co robi, a właściwie powinien pomyśleć, czego nie robi.
Trwa pościg za tym anonimowym doradcą szefa PO i jednocześnie szefa rządu, który podpowiedział mu, aby mówić o interwencji na rynku walutowym. Jest jak w znanej piosence, lekko tylko podrasowanej: „A Tusk wiedział, nie powiedział, a to było tak”.
Jeżeli szef rządu niemal 40-milionowego kraju, szóstego co do wielkości w Unii Europejskiej, zapowiada interwencję na rynku walutowym, to faktycznie, nawet wbrew dobrym intencjom (nimi jest zawsze piekło wybrukowane), zapala „zielone światło” dla potężnych spekulantów, którzy prawdopodobnie mogą zagrać na osłabienie złotego. Mówi się, że za wcześniejszym atakiem na polską złotówkę mogą stać Merrill Lynch i JP Morgan. Tyle że teraz chętnych może być więcej: bądź co bądź premier zaprosił ich szerokim gestem, ze staropolską gościnnością…
Po tym wystąpieniu Tuska następnego dnia politycy koalicji w mękach usiłowali wyjaśnić, co poeta chciał napisać w tym wierszu, przepraszam, co prezes Rady Ministrów chciał naprawdę powiedzieć. W gruncie rzeczy szef PO chciał zapewne udowodnić, że ma jakąś inicjatywę i ma jakiś plan. Wyszło jak zwykle... I to jest najgorsze: premier i rząd reagują na kryzys na zasadzie: najważniejszy jest PR, najistotniejsza jest propaganda, najważniejsze są słupki sondaży…
Nie wymyślajmy Ameryki, nie wstydźmy się też czerpać doświadczeń z krajów Unii Europejskiej, które walczą z kryzysem, „uciekając do przodu”: tworzą miejsca pracy, inwestują, a pośrednio są też „kroplówką” dla rodzimej sfery usług. Oczywiście, wszystko wbrew liberalnej doktrynie bożka - wolnego, samoregulującego się rynku.
autor: Ryszard Czarnecki