Po wyborach
Ostatnie wybory do europarlamentu miały najgorszą frekwencję w historii. Gdy odbywały się one w 1979 roku, poszło na nie prawie 2/3 uprawnionych do głosowania. Na przedostatnie, sprzed 5 lat, już tylko niespełna połowa (49%), teraz 44% w skali całej UE. Ta niewysoka frekwencja uznana byłaby za duży sukces w naszym kraju, bowiem głosowało nieco ponad 20% (a na naszym Dolnym Śląsku i Opolszczyźnie tylko 18,79%). Oznacza to, że prawie 2/3 z tych, którzy brali udział w zeszłorocznym referendum na temat przystąpienia Polski do UE, nie poszło do urn.
Tak na marginesie - to frekwencja w naszym województwie (w okręgu) była tak niska, że usytuowała nas na dopiero na 9. (!) miejscu w kraju na 13 okręgów. Więcej ludzi procentowo poszło na Dolnym Śląsku niż na Opolszczyźnie. Być może jedną z przyczyn niskiej frekwencji w województwie opolskim było dystansowanie się od wyborów przez mniejszość niemiecką, która nie mając na żadnej liście swojego kandydata, została w domu - a zwykle w sposób zdyscyplinowany („Ordnung muss sein”) głosuje.
Dziękuję prawie 32 tysiącom ludzi, którzy poparli mnie w tych wyborach. Dziękuję także kolejnym trzydziestu kilku tysiącom wyborców, którzy obdarzyli zaufaniem moje koleżanki i kolegów z listy. Dzięki temu będę mógł dla Państwa - jeśli taka będzie wola redakcji - opisywać moje boje w Brukseli i Starsburgu.
www.ryszardczarnecki.pl
autor: Ryszard Czarnecki
Skomentuj ten artykuł! (2)