



Standard, zgodnie z definicją zaczerpniętą ze słownika języka polskiego PWN, to typowy i przeciętny model czegoś, norma określająca podstawowe wymagania stawiane czemuś.
Jak, w świetle wyżej przytoczonej, definicji słowa „standard”, odnieść się do działań Platformy Obywatelskiej w ostatnich tygodniach, w których ta udowodniła, że to, za co jeden polityk dostanie mocne lanie, drugiemu należy się - co najwyżej - klaps.
Były Prezydent Pan Aleksander Kwaśniewski nigdy nie należał do grona polityków, którym byłabym skłonna kibicować. Ale szacunek do tego człowieka należy się mu z urzędu, należy się dlatego, że Polacy którejś niedzieli zdecydowali, że chcą mieć takiego prezydenta.
Rodzi się kilka pytań. Po pierwsze: Dlaczego Pan Premier nie reaguje na to, że czołowy polityk PO Janusz Palikot notorycznie obraża i szkaluje Pana Prezydenta Lecha Kaczyńskiego? Dlaczego szef Rządu nigdy w tej sprawie nie zajął publicznie stanowiska, a jedynie w zaciszu gabinetów „dał Palikotowi klapsa”? Po drugie, czy Premier kierujący Rządem w 40-milionowym kraju wierzy w to, że rzesza „nieznanych” Palikotowi emerytów i studentów - w jednym czasie - wyłożyła duże pieniądze (nawet po 20 tysięcy), żeby wspomóc kampanię Janusza Palikota – łącznie na około 800 tysięcy złotych?!
Osobiście mam przekonanie graniczące z pewnością, że pieniądze na tę kampanię zostały wyłożone z bardzo zasobnej kieszeni Janusza Palikota, niezgodnie z ustawą o finansowaniu partii politycznych. W kuluarach sejmowych działacze PO wyrażają taką samą opinię, ale już w świetle kamer czołowi tłumaczą, że sprawę zostawiają do rozstrzygnięcia przez prokuraturę i sąd, a do czasu prawomocnego wyroku w tej sprawie Palikot pozostaje niewinny. Jasne - tak jest najwygodniej, bo przy tempie działania naszych sądów ta sprawa będzie się ciągnęła około 3 lata, a do tego czasu Palikot sięgnie jeszcze do swojej kieszeni przy okazji wyborów do Parlamentu Europejskiego, samorządowych i prezydenckich – zwłaszcza te ostatnie szczególnie interesują Pana Donalda Tuska.
Tylko dlaczego Pana Senatora Misiaka w ciągu jednego dnia wyrzucono z PO, Komisji Senatu, klubu PO itd.? Platforma Obywatelska twierdziła, że „że trzeba trzymać standardy”. Tylko gdzie jest ten standard, skoro zarówno w przypadku Palikota, jak i Misiaka, w świetle polskiego Kodeksu Karnego, mówimy o niewinnych ludziach – przecież nie było prawomocnego wyroku sądu!
Mam nieodparte wrażenie, że Platforma w tym wypadku kierowała się starym porzekadłem „Co wolno wojewodzie...”. Misiak został potraktowany jak mięso armatnie, ale Palikotowi wolno, on się PO bardziej przyda!
Wygląda na to, Szanowni Państwo, że partia, która ma w nazwie Obywatelska, dzieli obywateli na mniej i bardziej przydatnych i w tym zakresie dopracowała się już pewnych „standardów”.
autor: Beata Kempa