


Pracując w Komisji Prawnej Parlamentu Europejskiego, niedawno zakończyłam pracę nad raportem dotyczącym implementacji prawa wspólnotowego w poszczególnych krajach członkowskich oraz konsekwencji braku takowej. Otóż np. w przypadku Polski poza oczywistym partactwem podejmujących strategiczne decyzje największym winowajcą „niewydawania unijnych pieniędzy” była niezgodność polskiej ustawy o ochronie środowiska z dyrektywami UE. Jakoś w rządzie i Sejmie przez ostatnie lata nie kojarzono faktów, że bez tej ustawy nie będzie można wydawać unijnych pieniędzy. Przepychanki przy KRRiT, lustracje i polityka historyczna okazały się ważniejsze...
I tak to do wymogów UE w zakresie ochrony środowiska Polska dostosowała się dopiero 17 listopada 2008 r., kiedy ustawa o udostępnianiu informacji o środowisku i jego ochronie, udziale społeczeństwa w ochronie środowiska oraz o ocenach oddziaływania na środowisko - dokument, który przekładany przez różnych politycznych mądrali odleżał na pólkach i szufladach ponad 4 lata, nareszcie udrożnił 68 miliardów euro unijnych funduszy na budowę potrzebnych nam od dawna inwestycji infrastrukturalnych!
W międzyczasie po wielu ponagleniach Komisja Europejska wszczęła przeciwko Polsce sprawy o naruszenie dyrektywy w kontekście ocen oddziaływania na środowisko (2008/2029) oraz ze względu na niezgodność polskiego prawa z dyrektywą o ocenach strategicznych (2008/2236).
Brak należytej implementacji prawa wspólnotowego w swoim najczarniejszym scenariuszu przekłada się na konkretne straty finansowe - liczone nie tylko zwrotem wypłaconej przez Unię zaliczki (wraz z odsetkami), ale utratą przyznanych już dotacji i dodatkowo karą pieniężną za łamanie prawa. Tak to jest, jak się daje władze amatorom nie rozumiejącym konsekwencji swoich decyzji. Łatwo jest być krzykaczem i destruktorem – budowniczy musi już coś umieć!
Konsekwencje braku właściwej implementacji prawa wspólnotowego w Polsce widoczne są obecnie także w kontekście problemów z tzw. opcjami walutowymi. Wiele polskich przedsiębiorstw poniosło poważne straty (szacowane nawet na około 30 mld. zł) w związku z zawieranymi z bankami umowami na tzw. opcje walutowe. W Polsce przyczynił się do tego brak implementacji Dyrektywy MiFID (Markets in Financial Instruments Directive). Dokument ten, określając standardy postępowania banków, zakazuje im m.in. wykorzystywania swojej przewagi wobec przedsiębiorców w przypadku stosowania instrumentów finansowych.
Polska była zobowiązana do implementacji dyrektywy MiFID do 1 listopada 2007 r., jednak z powodu polityki ówczesnego rządu (PiS-LPR-Samoobrona) i skrócenia kadencji parlamentu tak się nie stało. Obecny Sejm grubo po upływie terminu uchwalił stosowne przepisy, lecz ustawa, w której się one znalazły, nie weszła w życie, ponieważ (jak wiele innych) nie spodobała się prezydentowi i została skierowana do Trybunału Konstytucyjnego. Efekt? Polscy przedsiębiorcy, nie będąc chronieni jak inni unijnym prawem, ponieśli ogromne straty. I nie ma co ich obwiniać, że ryzykowali, grali w ruletkę itd. Ta „gra” jest zabroniona w Unii i należało przed nią chronić własnych obywateli, a nie tracić czas na idiotyczne przepychanki samolotowe, „podróż życia” czy grę w piłkę.
Winni są ci, którzy swoją niefrasobliwością dopuścili do wystawienia na międzynarodowy łup polskich przedsiębiorców i nie znaleźli czasu, by ustawę na czas wdrożyć. Przychodzą Wam do głowy jakieś nazwiska? A powinny.
autor: Lidia Geringer De Oedenberg