Popsuty Lepper
Ale mi się zdarzyło! Wybrałem się swoim „holendrem” do Oleśnicy. Odwiedziłem między innymi „Panoramę” i w drodze powrotnej, w Szczodrowie, gdy miałem do domu jeszcze 14 km, zepsuło mi się siodełko. Pękły sprężyny i siedzieć już nie można było. Jechałem już do końca na stojąco. Siodełko to, jak i cały zresztą rower, to ewenement wyjatkowy. Ludzie się oglądają i podziwiają, jak jadę. Na siodełku jest malutka metalowa tabliczka z następującym napisem: PRIMUS. MADE IND HOLLAND BY LEPPER. To holenderski wytwórca m.in. siodełek rowerowych i stąd ten tytuł felietonu. Siodełko Leppera nie zdzierżyło już mojej d... i po prostu wysiadło, a takie do tej pory było wygodne. Przejechać mogłem i 100 km, a nic nie czułem odcisków. 6 sprężyn, odpowiednia forma i kształt, skóra z otworami do pierdzenia itp. Mówię wam - cudeńko! Wszystko jest do czasu - pomyślałem - kiedyś musiało się zepsuć. Rower ten przywiozłem z Holandii już 10 lat temu, a już był używany i niejeden zagraniczny tyłek na nim siedział.
Kiedy tak na stojąco zbliżałem się już do Sycowa, dosyć niespodziewanie, tuż za Świętym Markiem w lesie, spotkałem, też na rowerze, p. Marka Pola. To już trzecie takie nasze przypadkowe spotkanie na trasie. A jakże, przywitał się ze mną i oznajmił, że tym razem przyjechał do siostry na cały tydzień. Od razu też do mnie zagadał: Co się stało? Opowiedziałem o swojej przygodzie z siodełkiem i oczywiście pokazałem tę tabliczkę z Lepperem. Bardzo go to rozbawiło i dodał też, że przy jego posturze i wadze Lepper też by długo nie wytrzymał. Pomyślałem sobie od razu: A JEDNAK! Nie chcąc psuć tej sympatycznej atmosfery spotkania, w myślach już tylko sobie powtarzałem: Lepper jedzie dalej, a ty chłopie żeś wcześniej wysiadł z fotela. Ja tam siebie siodełko naprawię, a pan Marek na tym rozklekotanym składaku rządowym jazdę już zakończył. Jak się okazało, pan Marek wybrał się właśnie na grzyby. Ja też jestem grzybiarzem - powiedziałem - i grzyby rzeczywiście są. Można w lesie spotkać już lejkowca dętego, tęgoskóra pospolitego, a nawet prawdziwka i kozaka czerwonego. Wskazałem jeszcze miejsce, gdzie je można spotkać i rozstaliśmy się.
Kolega Rysiek z Zawady pospawał mi te sprężyny, ale powiedział, że to już nie ten Lepper. Chyba na nim długo nie pojeździsz - powiedział. - W każdej chwili może wysiąść. Szkoda, bo tak się dobrze na nim BUJAŁO!
autor: Roman Ćwiękała
Skomentuj ten artykuł! (3)