Panorama Oleśnicka
Warning: imagejpeg(): Unable to open 'files/autorzy/_18_&czarnecki.JPG' for writing: Permission denied in /srv/www/vhosts/panoramaolesnicka.pl/httpdocs/cnf/funkcje.php on line 72 Warning: imagejpeg(): Unable to open 'files/autorzy/_22_&Geringer.JPG' for writing: Permission denied in /srv/www/vhosts/panoramaolesnicka.pl/httpdocs/cnf/funkcje.php on line 72 Warning: imagejpeg(): Unable to open 'files/autorzy/_13_&szymanski.JPG' for writing: Permission denied in /srv/www/vhosts/panoramaolesnicka.pl/httpdocs/cnf/funkcje.php on line 72 Warning: imagejpeg(): Unable to open 'files/autorzy/_12_&Krason.JPG' for writing: Permission denied in /srv/www/vhosts/panoramaolesnicka.pl/httpdocs/cnf/funkcje.php on line 72
Felietony w Panoramie
Janusz Korwin-Mikke
felietonów: 180
zobacz
Ryszard Czarnecki
felietonów: 142
zobacz
Janusz Grela
felietonów: 74
zobacz
Julian Bartosz
felietonów: 58
zobacz
Roman Ćwiękała
felietonów: 47
zobacz
Beata Kempa
felietonów: 41
zobacz
Lidia Geringer De Oedenberg
felietonów: 24
zobacz
Czesław Panek
felietonów: 14
zobacz
Konrad Szymański
felietonów: 10
zobacz
Adrian Różański
felietonów: 8
zobacz
Bolesław Szajna
felietonów: 5
zobacz
Janusz Dobrosz
felietonów: 5
zobacz
Janusz Krasoń
felietonów: 4
zobacz
Ryszard Czarnecki
Felietony w Panoramie
fot
Przemyśleń kilka na madryckim bruku

 
Madryt wita pożółkłymi od słońca polami, widocznymi jak na dłoni, gdy samolot podchodzi do lądowania. Lot „Lotem” dłuży się, nie wiedzieć czemu. Lecimy blisko 4 (!) godziny. Na pokładzie hiszpańska pielgrzymka z księżmi, pewnie w Polsce - Mekce katolicyzmu „ładowali akumulatory” (by użyć określenia Lecha Wałęsy, ale odnoszącego się do Watykanu...).
Mieszkam w hoteliku tuż przy Teatro Real czyli madryckiej Operze, dwa kroki od Pałacu Królewskiego (dziś już rzadko używanego przez Juana Carlosa) i równie blisko od Plaza Mayor, gdzie wciąż, od XVI wieku (ale już tylko przez kilka lat, bo niedługo przeprowadzka), urzędują władze miasta. Miasta, które stolicą Królestwa Hiszpanii zostało przed niespełna 500 laty - podobnie jak Warszawa stolicą Rzeczypospolitej... Wcześniej prowincjonalne, zapyziałe, zwane było nawet złośliwie „chlewem Europy”. Dziś jest jedną z europejskich pereł. Mieszka tu ponad 3 mln ludzi, gra tu królewski Real, ciągną zewsząd turyści (ostrzegani specjalnymi tabliczkami np. w restauracjach przed kieszonkowcami) albo tacy jak ja - łączący przyjemne z pożytecznym, czyli zwiedzanie zabytków z nauką języka...
Trafiam do tej najwyżej położonej stolicy europejskiej (i o największej ilości dni słonecznych w ciągu roku) w szczególnej porze. Od 6 bowiem do 15 sierpnia odbywa sie tu szereg uroczystości i religijnych, i zwykłych, ludycznych zabaw (powiedzmy, że to rodzaj odpustów). Te drugie to muzyka, biesiadowanie całymi rodzinami, uliczne cyrki (z żonglowaniem pochodniami i błaznami włącznie), budy z atrakcjami, jak w polskich wesołych miasteczkach, stragany z najprzeróżniejszą żywnością. Wokół Plaza Real tysiące ludzi i miliony euro wraz z nimi. Sprzedawcy to wiedzą i śrubują ceny: za kolbę kukurydzy i puszkę Coca-Coli płacę... 4,5 euro. Ale te tłumy z dzieciakami - ta nieustająca fiesta przypomina mi od razu inne hiszpańskie miasto - Seville (Hiszpanie mówią: Sebija, bo tu zawsze „v” jak „b”, stąd np. nasza stolica to dla nich - „Barsobia”). W 1992 roku, gdy byłem tam na Wystawie Światowej EXPO, Sevilla też bawiła się do rana... Tak teraz jest w Madrycie. Zwłaszcza gdy następnego dnia - 15 sierpnia - jest święto. Tak jak w Polsce. Tyle że tutaj religijne, a u nas i religijne, i państwowe...
Zwiedzam madrycką katedrę. Specyficzna, także dlatego, że nowa, bodaj najmłodsza w Europie. Budowana ponad 100 lat (to nie jest rekord Europy - vide warszawska Świątynia Bożej Opatrzności...), została konsekrowana ledwie w latach 90. XX wieku. To tu odbył się ślub następcy tronu księcia Filipa z byłą dziennikarką telewizyjną. Katedra jeszcze chyba nie do końca wpasowała się w krajobraz Madrytu - konserwatywni „madrilenos” czyli mieszkańcy Madrytu muszą ją dopiero „oswoić”. Moją uwagę zwróciły liczne kaplice, które układają się w swoisty „kult kobiet”: święte, błogosławione, przeorysze, wyeksponowane wręcz na ołtarzach. A tego się raczej nie spotyka w Polsce. Swoją kaplicę ma też założyciel Opus Dei, już teraz święty Jose Escriva de Belaguer, z materiałami o nim, ale tylko w języku hiszpańskim. W sumie kościół ciekawy. Nie można go zwiedzać w czasie Mszy, ale i tak turyści dominują całkowicie nad „mniejszością religijną” miejscowych.
Choć mnie połamało (korzonki!), żeby nie tracić cennego czasu i nie mieć „grzechu zaniechania” kuśtykam do madryckiego Pałacu Królewskiego - i ciekawie, i... najbliżej. Poprzedni, jeszcze z czasów średniowiecznych, spłonął w pierwszej połowie XVIII wieku. Ten majestatyczny, wielki, dostojny miał być dowodem siły imperialnego Królestwa. Paradoksalnie zaczęto budować go wtedy, gdy hiszpańskie mocarstwo było już na równi pochyłej. Po 162 latach od urodzin nowego Palacio Real Hiszpania utraciła Kubę, a Hiszpanie nadzieję na rozdawanie kart w światowej polityce. To już był czas przeszły definitywnie dokonany.
Akurat w środy obywatele krajów członkowskich UE mają do Pałacu wstęp wolny. Trzeba okazać tylko dowód tożsamości. To kolejna korzyść z wejścia Polski do Unii... Ale piszę to w kraju, który nie dalej niż w 1991 roku opóźnił podpisanie Traktatu Stowarzyszeniowego między Polską a EWG, szantażując Brukselę i 11 pozostałych członków Wspólnoty. Szantaż był prosty: albo Europa da Madrytowi dodatkowe przywileje w obszarze rybołówstwa, albo Madryt zablokuje otwarcie furtki (bo jeszcze nie drzwi) dla Polski do struktur europejskich. No i  Hiszpania wygrała, a szczególnie jej rybacy, przetwórstwo morskie i producenci z tego obszaru. Nie przypominam tego, aby Hiszpanów krytykować. Przeciwnie - należy pochwalić ich za to, jak dbają o swoje narodowe interesy.
Ale wracajmy na królewskie salony - dzisiaj zresztą nieużywane, bo Juan Carlos z rodziną jest tutaj tylko od wielkiego dzwonu. Już sam dziedziniec robi „na dzień dobry” wielkie wrażenie: przestrzeń, poczucie siły i majestatu państwa, a nad tym wszystkim czerwono - żółto - czerwona flaga Królestwa. W całym gmachu turyści mogą poszaleć raptem na jednym piętrze. Imponujące są poszczególne sale: każda w innym kolorze (ściany, obicia mebli, porcelana, dobrane pod kolor, sprzęt i wyposażenie). Zieleń, brąz, złoto itp., itd. Jest też sala japońska. Zazdroszczę tym Hiszpanom. Ciągłości dziejów. Kontynuacji dynastii. Kolonii. Braku wojen (od pewnego momentu). Zamożności. Wszystko to widać po Palacio Real. I to jak widać! Nam pozostaje warszawski Zamek Królewski. Dużo mniejszy. Skromniejszy. Z o ileż uboższymi zbiorami. Zniszczony. Odbudowany. Ale nasz.
Z madryckiego Pałacu Królewskiego najbardziej zapamiętam posąg króla Ferdynanda Katolickiego. Znajduje się po lewej stronie od wejścia do pałacowej dużej kaplicy. Ferdynand do złudzenia przypomina mi piastowskich wojów czy drużynników Bolesława Chrobrego. Sumiaste długie wąsy opadające poniżej brody, specjalna grzywka znana m.in. z filmu „Gniewko, syn rybaka”. Wypisz wymaluj - rodak - Sarmata, prawuj - antenat. A to tymczasem władca imperium, nad którym słońce nie zachodziło. Słowiańskie geny czy rzeźbiarska imaginacja? To drugie. Szkoda. Mieć swojaka na cokole w Madrycie fajna rzecz.
Z kronikarskiego obowiązku: fiestę w Ciudad Madrid wykorzystuję także do zwiedzenia Real Jardin Botanico czyli Królewskiego Ogrodu Botanicznego (spore zbiory także pozaeuropejskie, zwłaszcza z USA, Ameryki Łacińskiej i Środkowej oraz Rosji), a także na blisko godzinną przejażdżkę piętrowym autobusem turystycznym po stolicy Hiszpanii (także po jego handlowej części). Historia Madrytu w pigułce w ośmiu językach: hiszpańskim, angielskim, francuskim, niemieckim, włoskim, portugalskim, rosyjskim i japońskim. Portugalski, choć język małego (ale wielkiego historycznie) narodu, jest tu oczywisty: sąsiad bądź co bądź. Swoją drogą: cudze chwalicie, swego nie znacie - ile takich „piętrusów”, na londyński wzór, mogłoby jeździć po ulicach wielu polskich miast, stanowiąc turystyczną atrakcję nie tylko dla cudzoziemców? Nie mamy zabytków, ciekawostek, rzeczy oryginalnych, a przez to ciekawych? Przeciwnie. Turystyka może być wielką trampoliną dla Polski, a konkretnie dla sporej ilości miast i samorządów. Tylko trzeba chcieć i mieć pomysł.
Tak to dumałem na madryckim bruku, obserwując, jak turyści ochoczo budują PKB Hiszpanii. Dobrowolnie!
Ryszard Czarnecki

autor: Ryszard Czarnecki

 
Skomentuj ten artykuł! (3)
designed by Rikonia
copyright by Panorama Oleśnicka
panoramaolesnicka@poczta.onet.pl panorama@dyskietka.pl tel. / fax +48 71 3149428