Przesłuchania w Europarlamencie
Trwają przesłuchania kandydatów na komisarzy. Miejsce akcji: Bruksela, Parlament Europejski. Czas akcji: przełom września i października. Przesłuchujący: Komisja PE. Na razie najlepiej wypadły: Litwinka i Polka (ponoć w tej kolejności). Najgorzej: Holenderka (oskarżona o korupcję...) i Grek (podobno mało merytoryczny). Zwyczajowo każdy z potencjalnych komisarzy ma po 15 minut na swoją prezentację. Wygłasza ją częściowo po angielsku, częściowo po francusku (nie jest to obowiązkowe, ale przyjęte) oraz - na końcu - we własnym języku narodowym. Niektórzy popisują się (i słusznie) znajomością jeszcze większej ilości języków, np. Austriaczka do angielskiego, francuskiego i swojego ojczystego niemieckiego dodała jeszcze hiszpański.
Po przemówieniu następuje przesłuchanie. Posłowie wałkują przyszłych (prawdopodobnie) członków Komisji Europejskiej. Wcześniej zadaliśmy pytania na piśmie. Kandydat na komisarza miał psi obowiązek na nie odpowiedzieć (dość obszernie). Teraz pytania ustne. Ale nie ma tu żadnej spontaniczności. Z góry wiadomo, kto mówi, w jakiej kolejności, ile minut, czy ma prawo zadąć dodatkowe pytanie (i jak długo). Kolejność i długość wystąpień wcześniej ustala prezydium komisji wraz z tzw. koordynatorami poszczególnych grup politycznych (jestem takim koordynatorem posłów niezależnych). No i zaczyna się strzelanie z armat. Inna sprawa, że czasem do wróbli...
A potem następują głosowania w komisjach. Ale to już inna bajka...
Autor jest deputowanym do Parlamentu Europejskiego
autor: Ryszard Czarnecki
Skomentuj ten artykuł! (2)