Referendum 2006 - nie wcześniej
W Polsce wszyscy w zasadzie są zgodni, że referendum dotyczące Konstytucji Europejskiej powinno się odbyć. Będziemy zatem jednym z dziewięciu krajów Unii Europejskiej, w którym do niego dojdzie. Tym, co różni polityków w Polsce, jest więc nie to, czy referendum ma się odbyć, lecz to, kiedy ma być ono przeprowadzone.
Prezydent Aleksander Kwaśniewski sugeruje, żeby referendum połączyć z wyborami prezydenckimi (jesień 2005). Dzięki temu będzie taniej i frekwencja prawdopodobnie będzie wyższa. Oba argumenty są ważne i przekonujące. Trafiają do mnie. Tyle że moja kalkulacja jest odmienna.
Razem z wyborami - zgoda, ale nie prezydenckimi, lecz samorządowymi. Czyli jesienią 2006 r. Dlaczego? To proste. W interesie Polski jest, by decyzję w sprawie eurokonstytucji podejmować nie przed, lecz po innych państwach. Nie musimy i nie powinniśmy być pierwsi czy jednymi z pierwszych. Zgodnie z anglosaską zasadą: „wait and see”…
To nie Polska - znowu - musi być „hamulcem”, jak miało to miejsce w grudniu 2003 r. w Brukseli właśnie przy okazji „szczytu konstytucyjnego”. Niech za nas kasztany z europejskiego ogniska wyciągają Brytyjczycy (ale i oni już sprytnie mówią o terminie 2006 r., a nie 2005). Niech uczynią to Włosi, Holendrzy, Czesi - i to obojętnie od decyzji, jaką te narody podejmą.
Spieszmy się powoli. Pośpiech bowiem jest dobry przy „łapaniu pcheł”, a nie przy przyjmowaniu eurokonstytucji.
www.ryszardczarnecki.pl
Autor jest deputowanym do Parlamentu Europejskiego. Tekst można skomentować w dziale Forum Europa na stronie: www.advocem.pl
autor: Ryszard Czarnecki
Skomentuj ten artykuł! (2)