Rozdwojenie jaźni
W długie widawskie zimowe wieczory lepsze od oglądania filmowego badziewia w postaci amerykańskich obrazków z przysłowiowymi siedmioma trupami w jednej wannie lub wymyślnymi scenami kopulowania jest czytanie dobrej książki. Taką dobrą książką jest Karola Modzelewskiego dzieło pt. Barbarzyńska Europa, wydane przez Iskry. Jest to książka intelektualnie bardzo pakowna, a w lekturze niezwykle pożywna. Nie da się jej po prostu, ot tak, czytać. Trzeba ją smakować, studiować, powoli, kartka po kartce, punkt po punkcie, rozdział po rozdziale. Polecam ją nauczycielom historii w gimnazjach i liceach, aby po lekturze mogli ewentualnie odejść od obowiązkowego kanonu „śródziemnomorszczyzny”.
Uczeń znanego mediewisty prof. Gieysztora prof. dr hab. Karol Modzelewski, który dziś wykłada m.in. w Instytucie Historycznym Uniwersytetu Warszawskiego, poprowadził czytelnika po nieco innych ścieżkach dawnych dziejów, mianowicie wczesnego średniowiecza. Nie tyle zanegował obowiązującą powszechnie „rzeczywistą” tradycję Europy, za którą uważa się „dziedzictwo klasycznej kultury greckiej i rzymskiej oraz chrześcijaństwo i uniwersalistyczną organizację Kościoła”, ale wskazuje na to, „co pominięto”. Autor uważa, że „redukując korzenie kultury europejskiej do śródziemnomorskiego dziedzictwa i chrześcijaństwa, przekraczamy miarę uproszczeń i stwarzamy złudzenie jednorodności”. Uważa, że jest to złudzenie niebezpieczne. Że trzeba w naszym rodowodzie dostrzec także kulturę barbarzyńców, czyli obcych, wobec Rzymu i coraz bardziej rozszerzającego się chrześcijaństwa - pogan. Jak zauważył jeden z cytowanych przez Modzelewskiego średniowiecznych kronikarzy, są poganie „szlachetnymi, dobrymi ludźmi, którzy mają jeden tylko feler - nie wierzą w jedynego Boga”. Gdy nie chcieli go uznać i uporczywie trwali w starym obyczaju, to - jak czytamy - po prostu ich zabijano. Przypomnienie tego w pracy Modzelewskiego nie jest żadną rewelacją, pisali o tym liczni autorzy i poprzednio, w tym polscy mediewiści. Charakterystyczne jest jednak, i chcę to w tym tekście podkreślić, że poza lewicującym Przeglądem w polskim gazetowym piśmiennictwie zaległo nad tą książką milczenie. Przed laty, gdy z senatorem Modzelewskim, z którym znałem się jeszcze przed 1989 rokiem, wracaliśmy pociągiem z Warszawy, mówił mi, że ucieka „od tej całej polityki” i zagłębi się całkowicie w średniowieczu. To dla badacza i pisarza bezpieczna epoka - sądził. Chyba nieco błędnie to ocenił. Książką o barbarzyńcach czyli poganach, choć to bardzo odległe czasy, wdepnął, że tak powiem, w sam środek polskiego zaścianka.
W dzisiejszym tekście chcę ogólnie zwrócić uwagę na drobny fragmencik jego dociekań, mianowicie na traktowanie kobiet we wspólnotach plemiennych różnych części Europy. Otóż autor przypomina pewną normę: „Jeżeli jakaś kobieta porzuci swego męża, z którym jest prawnie złączona, ma zostać zgładzona w bagnie”. Ta matryca kulturowego dziedzictwa pojawia się w wielu opisach. Czasem jest to wskazówka, że „cudzołożnica ma być wypędzona z obciętymi włosami, naga pędzona przez całą wieś”... Pod chłostą ma być prowadzona z obciętymi włosami przez wioski ku przestrodze innych kobiet. I „Kościół był spadkobiercą także w tym, co dotyczyło rygoryzmu obyczajowych nakazów i zakazów”. Jednocześnie na kontakty seksualne wolnych mężczyzn z niewolnicami lub półwolnymi konkubinami oraz odmowę praw potomstwu z takich związków zezwalał, jak poprzednio plemiona pogańskie. Patriarchalny i hierarchiczny Kościół przejął również od pogan zasadę, że kobiety nie uczestniczą w dziedziczeniu majątku.
Czytelniczki i Czytelnicy zapewne się domyślają, dlaczego dziś wybrałem z bogactwa książki Modzelewskiego ten w gruncie rzeczy drugorzędny, choć charakterystyczny, szczegół. Jakiś reporter Reutersa, nawet bez złej woli, a tylko w poszukiwaniu najkrótszej formy newsa, przekazał ze Stockholmu, że pani prof. Magdalena Środa miała powiedzieć w kulisach międzynarodowej konferencji, że przemoc wobec kobiet wynika z tradycji Kościoła. Wielokrotne dementi pełnomocniczki rządu do spraw równego statutu kobiet, że jej wypowiedź została prostacko zniekształcona, że winna ona brzmieć, że przemoc owa wynika ze struktury społecznej, na którą duży wpływ wywiera Kościół (co jest przecież oczywistą prawdą) nie zdołało zapobiec politycznemu skandalowi wznieconemu przez „prawdziwych Polaków”, którzy żądali wyrzucenia pani Środy z posady i w ogóle likwidacji całego urzędu. Premier Marek Belka jej nie wyrzucił, ale udzielił „reprymendy”. Że niby niepotrzebnie przenosi dyskurs naukowy w świat praktycznej polityki. I kto to mówi? Prof. nauk ekonomicznych, który językiem swojej dyscypliny posługuje się przy swoich czynnościach politycznych. Nie ma lepszego przykładu na rozdwojenie jaźni i na strach przed naruszaniem tabu.
Z mediewistycznym pozdrowieniem
Wasz felietonista
PS W tym miejscu należy się pochwała dla państwa księgarzy z sycowskiego Rynku, u których można zamówić dowolny tytuł i po paru dniach zamówienie zostaje spełnione.
autor: Julian Bartosz
Skomentuj ten artykuł! (2)