Samobójstwo Robin Hooda
W czasie ostatniej sesji plenarnej w Strasburgu rozjuszył mnie szczerze przywódca zielonych Daniel Cohn-Bendit. W debacie na temat przestąpienia od 2007 (lub później...) Rumunii i Bułgarii do UE wyskoczył jak Filip z konopii, bajając ni stąd ni zowąd o... Polsce, w której prześladuje się homoseksualistów. Zmieniłem swoje wystąpienie i natarłem nań niczym husaria: „Miałem 18 lat, gdy brałem udział w jednym z najdłuższych strajków studenckich Wschodniej Europy. Było to w Polsce okresu Solidarności. Pamiętam plakaty, które wieszaliśmy na murach mojej uczelni: „Zabrania się zabraniać”. Dzisiaj taki plakat moglibyśmy powiesić na budynku Komisji Europejskiej: „Zabrania się zabraniać przystępowania Rumunii i Bułgarii jak najszybciej do Unii Europejskiej”. Tak, ten plakat „Zabrania się zabraniać” był nawiązaniem do rewolty studentów w maju 1968 r. w Paryżu. Już wtedy wiedziałem o roli, jaką odegrał w tej rewolcie mój dzisiejszy kolega w Parlamencie Europejskim, pan Cohn-Bendit. Dla wielu z nas Cohn-Bendit był takim ówczesnym Robin Hoodem. Robin Hooda nie można zabić. Nie wiedziałem, że po ćwierć wieku Robin Hood może popełnić polityczne samobójstwo poprzez brednie, które dzisiaj w tej sali wypowiedział. Pan Cohn-Bendit nie mówił o wielkim wysiłku narodów rumuńskiego i bułgarskiego, które chcą spełnić kryteria członkostwa w Unii Europejskiej. Nie poświęcił zbyt wiele uwagi działaniom rządów obu tych krajów w tej mierze. Tę debatę wykorzystał jako pretekst do mówienia bzdur o moim kraju - Polsce. Na jego miejscu skupiłbym się raczej na rasizmie i antysemityzmie w Niemczech i Francji - krajach, które dobrze zna, czy na przykład na problemach społecznych we Francji. To są prawdziwe zagrożenia dla Europy, a nie ten political fiction, który tutaj dzisiaj pan Cohn-Bendit był łaskaw przedstawić”.
www.ryszardczarnecki.pl
autor: Ryszard Czarnecki
Skomentuj ten artykuł! (1)