Słowenia - im się udało!
Pierwszy dzień wizyty na Słowenii. Lubliana - 300-tysięczna stolica 2-milionowego państwa: raj dla licznych turystów, urokliwy zamek (mały, jak mała jest Słowenia), wciąż restaurowany, z pięknym widokiem na miasto u jego stóp, katedra oraz budynek, który w XIX wieku był największy na Bałkanach. Stare miasto opasane rzeką Lubliańcą, na bulwarach restauracyjki z młodymi wystawiającymi twarz do słońca, choć jeszcze wczoraj padał tu... śnieg!
Po Lublianie oprowadzają mnie studentka stosunków międzynarodowych miejscowego uniwersytetu i jej chłopak, dziennikarz z gazety słoweńskiej armii. Na każdym kroku bije z nich duma z własnej państwowości. Może by posłać do nich na korepetycje polską młodzież?...
Słowenia – dzień drugi. Jestem w tym najzamożniejszym kraju „nowej Unii” już czwarty raz. Tym razem z powodu zjazdu EUD Slovenija, która należy – podobnie jak moja partia – do EU Democrats czyli Demokraci Unii Europejskiej. Pół żartem, pół serio mówię, że jestem na Słowenii po to, aby zobaczyć, jak można zachować narodową własność w sektorze bankowym i jak pogodzić parokrotnie wyższą inflację niż w Polsce z dwukrotnie większym niż u nas wzrostem PKB. Dla Słoweńców, obojętnie kto rządzi (obecnie, od jesieni 2004 wróciła do władzy prawica), niska inflacja nie jest bożkiem: jest 3, 3,5 razy większa niż nad Wisłą, ale to napędza rozwój gospodarczy.
Słowenia jako pierwsza powiedziała ”bye, bye” dawnej Jugosławii i odbyło się to najbardziej pokojowo ze wszystkich krajów należących do Federacji Socjalistycznej Republiki. Walutę oparto o niemiecką markę, przemysł całkowicie wręcz opiera się na związkach z przemysłem RFN. Słowenia żyje z turystyki, zwłaszcza po 1 maja 2004 czyli wejściu do UE przeżywa prawdziwy boom. Zalew jedniodniowych czy weekendowych turystów z pobliskich Włoch, Austrii czy Niemiec nakręca spiralę rozwoju gospodarczego na tyle skutecznie, że ten niewielki kraj jest nie tylko przymusem ekonomicznym wśród nowych członków UE (Cypr i Malta to osobna bajka), ale nawet przegonił już niektórych przedstawicieli „starej Unii”, np. Portugalię.
Oczywiście nie tylko turystyka jest tego przyczyną. Słoweński przemysł farmaceutyczny jest jednym z najlepiej rozwiniętych w Europie. Do tego stopnia, że w sporym stopniu opanował nawet rynek rosyjski, zresztą wypierając z niego w niemałej części Polskę.
www.ryszardczarnecki.pl
autor: Ryszard Czarnecki
Skomentuj ten artykuł! (3)