Socjaliści i homosie wszystkich krajów
No i zaczyna się!! Gdy tylko włączymy telewizor, mówią do nas przeróżni socjaliści z populistyczno-demagogicznymi gębami. Gęby wyborcze z ambicjami na pensje eurobiurokratów biorą udział w igrzyskach wyborczych, bo taka jest natura populistów. Taka jest natura prądów „popularitari”, począwszy od ateńskiej demokracji, a na polskiej, obecnie soc-gminnej, skończywszy. Tylko realistom, czyli liberalnym konserwatystom, nie można przykleić takiej etykietki. Socjalistyczni demagodzy mówią głośno o interesach ludu i jego prawach, a prawa swoją głupotą depczą!! Zależy im tylko na tym, by imię ich było głośne, niesione na wszystkich ustach. SWM - ci mydlarze polityczni swoje ubóstwo ideowe i programowe pokrywają zapowiedziami rewolucyjnych zmian na lepsze krzykiem lub patosem! Niestety, coraz częściej demagogów społecznych możemy spotkać nie tylko na lewicy, ale także na tzw. prawicy (PiS i część PO), nasiąkniętej kołtuńską lewicowością, która niczym jak „zaraza w Grenadzie” wdziera się wszędzie, do każdego programu i do każdego „soc-dem” umysłu.
Dziadek konserwatysta, z którym roztrząsałem problemy eurowyborów, powiedział, że socjalizm zawsze kojarzył się z różnymi socjalistycznymi gębami. Zauważył, że za Bieruta (socjalisty radykalnego) były to okrutne gęby - gęby zamordystów i oprawców; tak że lepiej o tym nie wspominać! Za Gomułki pojawiły się także gęby litrowe - SB-ecja sprawdzała w ten sposób, co ma do powiedzenia soc. gęba po wypiciu jednego litra. W pięknej epoce Gierka (przejedzono 30 mld dolarów) u ówczesnych towarzyszy w gatunku homo gastronomicus wykształciły się gęby półlitrowe. Mimo że jedliśmy wtedy lepiej niż za ciermiężnego Gomułki, to naród był słabszy, bo - jak opowiada dziadek konserwatysta - półlitrowa „Vistula” nie tylko, że towarzysza wywróciła, to jeszcze pole wymłóciła!! Skoro tak było, to może ktoś z ówczesnych towarzyszy przypomni, z czego ta „Vistula” była robiona - czy na bazie karbidu, czy saletrzaka? Ale czy po wypiciu takiej wódki można cokolwiek pamiętać? A zwłaszcza to, że Polska (10. potęga świata!!) nie miała żyta nawet na podstawowy (ówczesny) produkt, jakim była wódka!! Wtedy to pijanych towarzyszy zaczęto nazywać „świętymi krowami”, co to szły w Polskę (W Polskę idziemy, towarzysze)!
Czasy stanu wojennego to najbardziej smutny okres, bo oficjalnie towarzyszom nie wolno było pić i naród nie mógł dowiedzieć się prawdy. Zwłaszcza że propagandę robił ostatni „członek” PZPR-u, którego demagogiczną gębą (lubiącą dobrze zjeść i wypić) naród nazwał nie inaczej tylko „d... z uszami” lub też „d.... w kole”. Niejednemu samogon lub jabol z siarką przywoływał odruchy wymiotne (wódka była na kartki), gdyż w telewizji widziano tylko twarz, a właściwie tę „d.... z uszami”, komunistycznego rzecznika.
Rozprawiając namiętnie o soc-demagogicznych gębach, nie zauważyliśmy nawet, kiedy nadeszła dziadkowa pora na jednego. Po wypiciu jednego głębszego najlepszej polskiej wódki (mnie zawsze częstuje lampką wina) i złapaniu oddechu (lata robią swoje) dziadek konserwatysta zauważył, że socjalizm najlepiej obrazuje śpiewana za jego młodych czasów czastuszka: „W jednom siole, w drugom siole zakazali wodku pit, a na dwierach napisali: Bez połlitra nie wchodit! Ej, ej, Dunia ma, Dunia diewuszka maja”. Przyśpiewka ta doskonale obrazuje socjalizm: co innego mówi się, co innego słyszy się, a co innego widać!! Taki właśnie jest socjalizm dzisiaj! Na wizji występują soc-demagogiczne gęby o zabarwieniu erotycznym (homo eroticus) - jak u naszego byłego Premiera, co to powiedział, że „prawdziwego mężczyznę poznaje się po tym, jak kończy, a nie jak zaczyna”! A gdy kończył, to po co wołał: „Andrzej pomóż!, Andrzej pomóż!!!”?
Przez te wszystkie lata III RP wykształciły się właśnie soc. homo eroticusy, co to okrutnie zmolestowały i wyfuckowały naszą Polskę! Dzisiaj widać jak na dłoni, jak to brukselscy eurobiurokraci wydymali Polskę, o 1/4 obniżając poziom życia w ciągu kilku tygodni członkostwa w UE!!!
Po tych rozmowach przyszła pora na jeszcze jednego głębszego, co spowodowało przypływ humoru i zajęcie się sprawą marszu homosiów. DK przypomniał, co takiego śpiewali przedstawiciele awangardy całej postępowej ludzkości w latach dobrego fartu: „W Kawkazie bolsza gora, Sewastopol widno, tam Kazak j**** Kazaka, kak im nie stydno? Ej, ej, Dunia”... Dawniej komuniści wstydzili się homoseksualnych praktyk, a dzisiaj czasy się zmieniły. Dzisiaj homosie awansowały do rangi istot „kochających inaczej”, więc w środowiskach postępowych taka (dla nas odrażająca) miłość homosiów już nikogo nie hańbi. Z drugiej strony tak zupełnie bez wstydu nie można, czegoś wstydzić się trzeba, więc ultrasi soc. demokracji wstydzą się p. A. Leppera! Tymczasem p. Lepper i Samoobrona to autentyczny wywar z „demosu”, czyli ludu, można powiedzieć - sam jego ekstrakt, co najwyżej zaprawiony szczyptą szamaństwa naukowego.
Podobno według dyrektyw UE rolnicy polscy, by związać koniec z końcem, będą „żenić się” między sobą! Czy ktoś jeszcze pamięta, kto i dlaczego to powiedział: „Coś my jacyś nieklawi, samych cienie siebie”?
W tym miejscu muszę już kończyć, bo znowu nadeszła pora na jednego, ale do jakich spostrzeżeń doszliśmy z DK, kultura nie pozwala napisać, tak jak homosie ze swoimi problemami powinni iść w prywatność. W taki sposób cywilizacja chrześcijańska poradziła sobie z homoseksualizmem!!
autor: Adrian Różański
Skomentuj ten artykuł! (7)