



Istnieją już wirtualne cmentarze, można się zdalnie wyspowiadać i otrzymać (lub nie...) rozgrzeszenie – najwyższa więc pora na organizację wirtualnych świąt.
Zamiast wydawać pieniądze na pielgrzymki do wigilijnego stołu, wszyscy członkowie rodziny mogliby zasiąść do Wirtualnego Wigilijnego Stołu – przy czym pod komputerem musiałoby leżeć oczywiście prawdziwe pachnące sianko. Podłączony do komputera olfaktometr sprawdzałby, czy woń jest właściwa – a kto by nie zdobył siana, musiałby obejść się sianem – jakiegoś minimum wysiłku można przecież wymagać! Zresztą zapewne potężny przemysł prywatny sporządzałby odpowiednie kostki zapachowe dla nie chcących uganiać się po stodołach za sianem.
Kamery zamontowane już przecież w większości lap-topów, a sprzedawane po 30 złotych (po Nowym Roku będzie przecena!) umożliwią zobaczenie wszystkich Członków Rodziny – przy czym odpowiedni program pokazywałby ich nie na krzesełku przed komputerem, lecz za suto zastawionym stołem – przy czym każdemu mógłby zaserwować równo 13 jego ulubionych potraw – co więcej: mógłby pokazać, że inni jedzą właśnie jego ulubione potrawy - co stwarza błogostan dla tych, którzy nie rozumieją, że inni mogą nie lubić akurat kutii albo makagigów – a inni mają alergię na ryby. Wszyscy jedliby te same 13 potraw – oczywiście: na każdym komputerze zestaw byłby inny.
Przedtem jednak było dzielenie się opłatkiem – i składanie sobie tradycyjnych życzeń. Każdy komputer miałby zestaw Tradycyjnych Życzeń – co najmniej 12 do wyboru, specjalnie dobranych: inne dla świekry czy snechy, inne dla teściowej. Wstawiałoby się tylko jeszcze liczbę pokazującą stopień natężenia uczucia (od +5 do -5) – i kilka życzeń do wyboru natychmiast pojawiałoby się na ekranie – tylko wybrać jedno i kliknąć!
Oczywiście po drugiej stronie pojawiałoby się nie życzenie wybrane, lecz to, jakie np. teść chciałby otrzymać! Państwo opiekuńcze nie mogłoby dopuścić, że ktoś mógłby się w dniu tak uroczystym zdenerwować – albo i zawału dostać! W końcu dbałość o rodzinę zapisana jest w Konstytucji.
Konsumpcja potraw byłaby bardzo prosta: kupowałoby się kaszkę manną (tanio i oszczędnie), gotowało na wodzie – a komputer tylko mówiłby, ile Proszku Smakowego trzeba dodać do każdego z 13 talerzyków z kaszką, by miała ona smak i zapach wybranej przez siebie potrawy.
Prezenty oczywiście byłyby wybrane uprzednio i prezentowane jak w Allegro czy innym e-Bayu. Przy czym każdy, widząc prezent, mógłby go sobie natychmiast wymienić na inny – w podobnej cenie. Zaraz po Świętach otrzymywałby wybrany Prezent samochodem dostawczym. Jest to o wiele, wiele tańsze – niż gdy miliony ludzi jeżdżą od sklepu do sklepu, spalając zbędnie tak drogą przecież benzynę. Dostarczano by hurtem, dostawcy liczyliby przecież optymalną trasę.
autor: Janusz Korwin-Mikke