Swoje i europejskie
Brytyjczycy mówią o reszcie kontynentu „tam, w Europie” - tak, jakby nie byli jej częścią. Oni naprawdę uważają, że za Kanałem Angielskim (przez Europejczyków zwanym Kanałem la Manche) jest inny świat. Może i nieźle znany, może nawet czasami ciekawy, ale inny. Stąd Wielkiej Brytanii nie ma w strefie euro i jeszcze raczej długo jej nie będzie. Stad głęboka niechęć społeczeństwa do europejskiej konstytucji. Ale przecież Wielka Brytania nie jest wcale samotną wyspą własnej tożsamości w UE (choć jest oczywiście wyspą). Popatrzmy na Greków czy Portugalczyków, najbiedniejsze kraje Unii, ale tak bardzo ceniące własną odrębność. Ale przecież podobnie jest z bogatymi Skandynawami czy Francją, która - choć jest motorem integracji europejskiej (a może była?) - jest tak bardzo przywiązana do swojej francuskości i to we wszystkim. Od kuchni poczynając, przez pielęgnowanie własnego języka (czasem przesadnie przechodzące w niechęć do języków obcych), aż po obronę własnych tradycji myśliwskich.
Mimo tendencji integracyjnych, globalizacji, itp., itd. poszczególne narody walczą o swoje, nawet jeżeli dużo mówią o wspólnym interesie. To bardzo dobrze widać nad Tamizą. Ale to także widać nad Tybrem, Renem, Sekwaną i wielu miejscach tej części Europy, która zrzeszyła się w Unii Europejskiej.
autor: Ryszard Czarnecki
Skomentuj ten artykuł! (0)