To nie tylko cud
Zmiana klimatu, także politycznego. Przyleciałem do Izraela wraz z trzema innymi eurodeputowanymi (m.in. Brytyjczyk oraz bułgarski obserwator) na zaproszenie izraelskiego MSZ. To moja czwarta wizyta w ogóle, druga w tym roku, a pierwsza po wyborach w tym kraju. Lecę przez Paryż. Kontrola na lotnisku Charles de Gaulle wyjątkowo - jak na lot do Tel Awiwu - mało skrupulatna (podobnie zresztą kontrola paszportowa na lotnisku Ben Gurion w stolicy Izraela - co się dzieje?). Lot opóźniony o 50 minut, czekamy w samolocie. Samolot Air France trochę nadrabia w powietrzu i w sumie spóźniamy się o pół godziny. Lot trwa 4 godziny 15 minut, a ponieważ lecimy w dzień, mogę porównać obie stolice z lotu ptaka: Paryż - ogromny, ciemny, Tel Awiw - biały (białe budynki to norma w gorącym klimacie) i dużo mniejszy, nagle urywa się i przechodzi w płaty czerwonej, spalonej ziemi.
Jedziemy do Jerozolimy, ale nie główną drogą, tą, co zwykle, tylko boczną, mniej zatłoczoną, mijając po prawej miasto Modin. Powstało w ostatnich latach i dynamicznie się rozwija. Charakterystyczne osiedle białych domków na wzgórzu. To tu Żydzi przeprowadzają się z Jerozolimy, uciekając od Arabów i swoich fundamentalistów religijnych. Zaraz za lotniskiem też po prawej całe połacie lasów, czy raczej lasków, miejsce weekendowych pikników mieszkańców Jerozolimy (atut - bliskość wody). Ponoć można tu zbierać grzyby, ale nie o tej porze - raczej na przełomie grudnia i stycznia. Jedziemy dalej - po lewej duży i długi mur oddzielający wyspy ludności żydowskiej od arabskiego morza. Jest także siatka wygięta w stronę arabskich osiedli tak, aby trudniej było ją sforsować. W ciągu 3 tygodni postawiono jej 20 km. W czasie poprzedniej wizyty w Izraelu pisałem o imponujących autostradach. Teraz muszę wspomnieć o tym, że niemal codziennie powstają tu nowe drogi. Mój rozmówca śmieje się, że każdego dnia nawet najnowsza mapa przestaje być aktualna. To rzeczywiście wielki plac budowy.
W Jerozolimie, ale chyba także w innych miastach, nie czuje się atmosfery napięcia, niepokoju. W oczach ludzi nie widziałem strachu przed kolejnym zamachem, choć przecież zdarzają się one cały czas. Jednak rzadziej, przyznajmy, niż wtedy, gdy nie było jeszcze muru chroniącego żydowskie skupiska. Mur kosztowny, spektakularny, krytykowany przez organizacje międzynarodowe i obrońców praw człowieka, spełnił jednak swoją główną rolę: zwiększył bezpieczeństwo ludzi, ocalił życie wielu Żydów, ale pewnie też Arabów skutecznie zniechęcanych do samobójczych ataków.
Późnym popołudniem jest ciepło, ale nie za gorąco, bardzo urozmaicony krajobraz, oczy śmieją się do przyrody i fantazyjnej rzeźby terenu.
Mieszkam w hotelu Crowne Plaza, kiedyś nazywał się Hilton, potem Holiday Inn, teraz znowu zmienił właściciela. Mieści się w dzielnicy rządowej. Tuż koło siedziby naszego gospodarza - Ministerstwa Spraw Zagranicznych Państwa Izrael. Ale zaraz obok jest też Ministerstwo Przemysłu, Ministerstwo Finansów oraz najbardziej strzeżony budynek w tym kraju - Kancelaria Premiera (charakterystyczne, że nawet siedzibę prezydenta ochrania się mniej skrupulatnie). Przed budynkiem MSZ na wysokich masztach kilka flag z gwiazdami Dawida - symbolem państwa, którego powstanie, istnienie i rozwój niektórzy określają jako cud (dziś usłyszałem takie właśnie określenie…). Ale to nie jest cud. A jeśli - to nie tylko cud.
www.ryszardczarnecki.pl
autor: Ryszard Czarnecki
Skomentuj ten artykuł! (1)