To warto wiedzieć
Oleśnica i jej przedsiębiorcy myślą przede wszystkim o rynku lokalnym (wg definicji Unii Europejskiej w promieniu 70 km) oraz rynku krajowym. Co więksi ludzie biznesu z powiatu oleśnickiego oraz Wrocławia zamachują się na rynek unijny, który jest blisko: w Niemczech i Czechach (a także oczywiście dalej). Uwaga, to nie jest eksport! Od 1 maja 2004 sprzedaż towaru wyprodukowanego w Polsce, obojętnie do RFN czy Portugalii, jest sprzedażą na rynek wewnętrzny UE. Oj, zmieniają się nam definicje.
To wszystko warto wiedzieć, podobnie jak to, że nie trzeba wcale unijnego certyfikatu, aby sprzedawać bułki czy rowery w sklepie dwie ulice dalej. Te certyfikaty trzeba mieć, jeśli ktoś myśli o ich wyekspediowaniu poza granice Rzeczpospolitej. Tak samo jak warto, a nawet trzeba, wiedzieć, że sprytnym ominięciem progów i szlabanów w postaci ograniczenia rynku pracy dla Polaków (ale też Czechów, Słowaków itp. itd.) w RFN w Austrii, ale także np. we Francji jest… założenie jednoosobowej firmy przez Polaka w tych właśnie krajach i podjęcie absolutnie legalnej, oficjalnej pracy. To się nazywa samozatrudnienie.
Polskim przedsiębiorcom w Unii lekko nie będzie. Zwłaszcza małym, jak i firmom rodzinnym. Średnie też nie będą miały lekko. Co prawda zwiększy się dostęp do unijnych środków, ale przejść przez dżunglę biurokratycznych formularzy i wniosków to nie to samo co wypić małego „browara”. Konkurencja stanie się faktem. A nasze firmy mają znacznie mniejsze zaplecze kapitałowe. Powinny więc jednoczyć wysiłki, łączyć się, a przynajmniej tworzyć silne i skuteczne organizacje reprezentujące biznes. Jednak konkurencja działa w dwie strony. Niektóre polskie firmy już atakują rynek zachodni, zwłaszcza ten najbliższy, tuż za naszą zachodnią granicą. To szansa raczej dla firm ze Zgorzelca czy Oleśnicy, a nie Białegostoku czy Rzeszowa. Ale są też tacy rodzimi przedsiębiorcy, którzy myślą bardziej do przodu. Oni inwestują w fabryki na… wschodzie. Czy Państwo wiecie, że polskie inwestycje na Ukrainie są ponad 90 razy większe niż takież na Słowacji czy Węgrzech? Podobnie wygląda różnica między inwestycjami w Rosji, na Łotwie, czy w Estonii. Polskie inwestycje w Republice Ukrainy są trzy razy większe niż np. w Czechach (a w samej Ukrainie wyższe niż w Rosji). Nasz duży biznes już czuje, że Wschód to wielki, nienasycony rynek zbytu...
http://www.ryszarczarnecki.pl
autor: Ryszard Czarnecki
Skomentuj ten artykuł! (1)