Tortury i zbawienie
W przeprowadzonym parę tygodni temu w USA sondażu większość Amerykanów wypowiedziała się za dopuszczalnością zastosowania tortur, gdyby miało się to przyczynić do zapobieżenia zamachowi terrorystycznemu. I ja to - jako zwolennik teorii mniejszego zła - popieram. Jeśli terrorystę trochę - a nawet bardzo - zaboli, to nie szkodzi: za to mamy sporo uratowanych ludzi. To jest chyba normalne?
Toteż gdy Gazeta Wyborcza rozdziera szaty nad tym, że po wzięciu dzieci z Biesłana na zakładników Federalna Służba Bezpieczeństwa porwała rodzinę p. Asłana Maschadowa, mężczyzn bito, a kobiety zapędzono - o zgrozo - do drewnianych baraków, to mogę tylko zauważyć, że był to błąd, bo p. Maschadowa nie znaleziono, a bicie ludzi bez efektu jest bez sensu. Trzeba jednak zrozumieć, że tonący brzytwy się chwyta - i jeśli wskutek tego uratowano by te dzieci...
P. Marcin Wojciechowski - korespondent Gazety Wyborczej - usłyszał od p. Baczo Maschodowianki, starszej siostry p. Asłana Maschadowa, samozwańczego „prezydenta Niepodległej Muzułmańskiej Republiki Iczkerii”: „Bałam się, że będą nas trzymać, póki się nie podda. Ale nawet jeśli zaczną publicznie rozstrzeliwać, Asłan się nie zgłosi. Wiem to na sto procent”.
Jest to postawa heroiczna, zasługująca na szacunek.
Ale w takim razie należy mieć również szacunek dla JE Włodzimierza Putina, który postanowił nie rozmawiać z terrorystami - nawet gdyby zaczęli publicznie rozstrzeliwać zakładników!
Przezabawne jest tu traktowanie przez polskie pisma Süddeutsche Zeitung, które ogłosiło, że „Putin był gotów dla ocalenia dzieci negocjować z porywaczami” - jako czegoś pozytywnego dla p. Putina. Tymczasem gdyby o tym w ogóle myślał - byłby mięczakiem, a nie szefem mocarstwa. Z terrorystami się nie rozmawia - i koniec. Pod żadnym pozorem.
Aha - i jeżeli porównujemy ludzi p. Putina i ludzi p. Maschadowa, to trzeba koniecznie zauważyć, że ci pierwsi jednak nikogo rozstrzeliwać nie zaczęli...
Panna Maschadowianka mówi też, że zmuszono Ją, by nagrała apel do p. Maschadowa, by się zgłosił i pomógł w uwolnieniu zakładników. Nie wiem, jak Ją zmuszono - ale wydaje się, że FSB miała w tym dość szczytny cel.
Ja, w każdym razie, uważam te poczynania za moralnie usprawiedliwione. W odróżnieniu od porwania tych dzieci.
autor: Janusz Korwin-Mikke
Skomentuj ten artykuł! (2)