W cztery oczy z Papieżem
Dzisiaj spotkałem się z Ojcem Świętym. Nie pierwszy, nie drugi, nie trzeci raz, ale zawsze jest to niesamowite przeżycie. Słaby, ale Mocarz Ducha, bezbronny, ale tak silny jak nikt z nas. Stary, sterany życiem człowiek, jakże młody swoim entuzjazmem i wizją świata. Chłopaki nie płaczą, ale mężczyźni mogą mieć łzy w oczach. Tak się też stało.
Być może mój odbiór Papieża był tym silniejszy, że po raz pierwszy na audiencji byłem wraz z synem. A to przeżywa się szczególnie. Pamiętam prywatną audiencję po Mszy Świętej w apartamentach papieskich dla kilkunastu osób pięć lat temu. To był wielki zaszczyt, olbrzymie wyróżnienie, ale dziś byłem przejęty jednak szczególnie...
Przygotowałem sobie oczywiście jakąś przemowę, ale powiedziałem coś zupełnie innego, zapewne banalnego i mniej istotnego niż bym chciał. Ale mnie, staremu wydze, odjęło mowę w obliczu Ojca Świętego.
Przed audiencją Bartek pytał się, czy może Papieżowi powiedzieć, że jest dla niego wielkim zaszczytem spotkać się z Ojcem Świętym. Powiedziałem, żeby nie używał języka dyplomacji, tylko po prostu powiedział Papieżowi, że Go kocha. Tak powiedział, ale choć po mojej podpowiedzi, były to słowa naprawdę z serca.
Jutro będzie normalny dzień, ale w oczach zawsze pozostanie ten kochany, mądry, otwarty człowiek, wielki rodak, który stał się symbolem nadziei dla narodów i pojedynczych ludzi. Mąż stanu o wielkim sercu. Sercu dla każdego.
www.ryszardczarnecki.pl
Autor jest posłem do Parlamentu Europejskiego z Samoobrony.
autor: Ryszard Czarnecki
Skomentuj ten artykuł! (3)