W łapskach morderców
Czytaliśmy o tym, co dzieje się w Iraku, czytaliśmy - i wreszcie stało się to, co prędzej czy później stać się musiało: padło na naszą rodaczkę. I rozpoczęła się dyskusja: ustąpić terrorystom - czy nie ustąpić? Na szczęście: niezbyt emocjonalna, bo rodaczka już dawno wyszła za Araba - więc ludzi jakby mniej obchodzi.
Tak nawiasem: nie wiem, czy p. Teresa al-Chalifa (de domo: Borcz) w ogóle jest obywatelką Polski. Jeśli nie jest - to władze III Rzeczpospolitej w ogóle nie mają prawa się tą sprawą zajmować - dokładnie tak samo, jak nie zajmujemy się sprawami innych porwanych w Iraku ludzi. W końcu jest jakiś zakres obowiązków: Rzeczpospolita nie może zajmować się pożarami w Kalifornii, fokami na Grenlandii i malarią w Namibii...
I druga uwaga: gdyby Polka była młoda i ładna, zaraz utworzyłby się legion ochotników gotowych jechać do Iraku i uwalniać. Co pokazuje, że dla kobiety ważne jest nie wykształcenie, lecz uroda - i jeśli socjaliści chcą „wyrównywać szanse” - to są tylko dwa wyjścia: operacja plastyczna na noworodkach - lub czarczafy na buzie...
Wróćmy jednak do sprawy. Na tym przykładzie widać nędzę i głupotę pięknoduchów bezmyślnie mamroczących slogany typu: „Życie ludzkie jest bezcenne”. Jest to oczywista nieprawda. Ludzie poświęcają życie dla dziecka, dla honoru, dla czci kobiety… Życie naprawdę bezcenne nie jest.
Gdybyśmy spełnili żądania porywaczy, to jutro przyjedzie do Polski dwóch terrorystów, porwą dowolną osobę i zażądają np. $ 100.000.000 lub, powiedzmy, wybicia wszystkich świń, bo to zwierzęta nieczyste. I co - mamy ustąpić?
Jeśli raz byśmy ustąpili - musielibyśmy konsekwentnie ustępować zawsze. Ponadto narazimy innych naszych obywateli: bo skoro Polska ustępuje - to warto ich porywać. Jeśli wiadomo, że nie ustąpi - nie ma powodu, by tracić wysiłek, czas - i ryzykować schwytaniem.
Gdyby pani Teresa wpadła na minę i zginęła - powiedzielibyśmy: trudno! I tak samo musimy powiedzieć w tym przypadku. Pani Teresa miała po prostu pecha.
Ale może ją zwolnią… Do tej pory kobiet nie mordowali…
autor: Janusz Korwin-Mikke
Skomentuj ten artykuł! (0)