Wyznanie
Wyznanie
Muszę wyznać, że czuję się trochę nieswojo. Po raz pierwszy w życiu biorę udział w wyborach, w których według sondaży jestem faworytem. Do tej pory biegałem za „czarnego konia”: są faworyci - a temu może się uda... Tym razem ja prowadzę - ale na plecach czuję oddech konkurentów. Na szczęście: nigdy nie przejmowałem się sondażami, ani w nie nie wierzyłem. Więc spokojnie czekam na wynik głosowania 28 III.
Na licznych spotkaniach przedwyborczych otaczają mnie rozentuzjazmowani zwolennicy - ale uwaga: popierają mnie z różnych powodów. Jedni po prostu chcą zagrać na nosie „warszawce”; inni mówią: „Lepiej nie będzie - ale przynajmniej weselej”. Jeszcze inni liczą: „Przynajmniej powie IM Pan coś do słuchu!” - a jeszcze inni: „A może Pan jednak coś zdoła załatwić?”.
Na arenie pojawiły się też dzieci - pardon: Kandydaci Specjalnej Troski; „politycy”, których jedyna zaletą jest to, że popiera ich jakiś znany polityk z Senatu czy Sejmu. Sami są zerem - czasem nawet: zacnym zerem, ale zerem. Ich wybór oznaczałby: w Warszawie nic się nie zmieni. Nadal będzie tak samo, jak do tej pory...
Dla mnie ważne jest, by z Dolnego Śląska poszedł po całym kraju sygnał: „Dolny Śląsk ma DOŚĆ TEGO!!!”. Oraz sygnał dla innych polityków: „Można wygrać wybory, mówiąc Prawdę”!
Bo nie uwierzycie Państwo - ale wśród tej grandy złodziei, durniów i agentów w „naszym” Parlamencie jest trochę ludzi, którzy chcieliby mówić Prawdę i zrobić coś Dobrego - tylko obawiają się, że wyborcy ich nie wybiorą. Tak jak nie wybierali do tej pory mnie. Nie wybierali - bo uważali, że socjaliści coś tam im jednak załatwią. A teraz prowadzę w sondażach - bo przestali (i słusznie...) w to wierzyć.
Janusz Korwin-Mikke
Muszę wyznać, że czuję się trochę nieswojo. Po raz pierwszy w życiu biorę udział w wyborach, w których według sondaży jestem faworytem. Do tej pory biegałem za „czarnego konia”: są faworyci - a temu może się uda... Tym razem ja prowadzę - ale na plecach czuję oddech konkurentów. Na szczęście: nigdy nie przejmowałem się sondażami, ani w nie nie wierzyłem. Więc spokojnie czekam na wynik głosowania 28 III.
Na licznych spotkaniach przedwyborczych otaczają mnie rozentuzjazmowani zwolennicy - ale uwaga: popierają mnie z różnych powodów. Jedni po prostu chcą zagrać na nosie „warszawce”; inni mówią: „Lepiej nie będzie - ale przynajmniej weselej”. Jeszcze inni liczą: „Przynajmniej powie IM Pan coś do słuchu!” - a jeszcze inni: „A może Pan jednak coś zdoła załatwić?”.
Na arenie pojawiły się też dzieci - pardon: Kandydaci Specjalnej Troski; „politycy”, których jedyna zaletą jest to, że popiera ich jakiś znany polityk z Senatu czy Sejmu. Sami są zerem - czasem nawet: zacnym zerem, ale zerem. Ich wybór oznaczałby: w Warszawie nic się nie zmieni. Nadal będzie tak samo, jak do tej pory...
Dla mnie ważne jest, by z Dolnego Śląska poszedł po całym kraju sygnał: „Dolny Śląsk ma DOŚĆ TEGO!!!”. Oraz sygnał dla innych polityków: „Można wygrać wybory, mówiąc Prawdę”!
Bo nie uwierzycie Państwo - ale wśród tej grandy złodziei, durniów i agentów w „naszym” Parlamencie jest trochę ludzi, którzy chcieliby mówić Prawdę i zrobić coś Dobrego - tylko obawiają się, że wyborcy ich nie wybiorą. Tak jak nie wybierali do tej pory mnie. Nie wybierali - bo uważali, że socjaliści coś tam im jednak załatwią. A teraz prowadzę w sondażach - bo przestali (i słusznie...) w to wierzyć.
autor: Janusz Korwin-Mikke
Skomentuj ten artykuł! (2)