Za pysk
Piękne jesienne widoki wokół mnie, złoci się wspaniale widawska jesień, ale dalej patrząc - jeden wielki smęt! Te partie, wszystkie, jedną, drugą, trzecią itd., należałoby pognać aż za polski horyzont. I co wtedy? - zapytacie, drodzy Czytelnicy i takież Czytelniczki. Anarchia? Dobre pytanie, jak w takiej sytuacji zwykli mówić ludzie z „klasy politycznej”. Ja to pytanie odwrócę: a co mamy teraz? No właśnie: co? To ma być demokracja? Demokratyczne państwa prawa? Społeczeństwo obywatelskie? Oczywiście, jest III Rzeczpospolita. Ona to, nasza Najjaśniejsza, wyzwoliła naród z „pęt komunizmu”, w których byliśmy - jak mówił jeden facet z TVP 11 listopada - „pogrążeni” przez prawie pół wieku! Okazuje się, że niektórym owa Trzecia już nie pasuje. Chcą innej, chcą stworzyć Czwartą.
Najpierw wołali „wolność, wolność”, a teraz chcą wziąć wszystkich za pysk. „Szarpnąć mocniej cugle” - jak w sobotniej Gazecie Świątecznej zapowiedział przyszły premier Jan M. Rokita. Nie chce on iść tak daleko jak jego przyszły koalicjant Jarosław Kaczyński, ale nie pozostawił złudzeń, że postępować będzie rrradykalnie! Partia pod nazwą „Prawo i Sprawiedliwość” - jak w Polityce obwieścił jej prezes - domaga się przede wszystkim nowej konstytucji. Jak w drugiej połowie II Rzeczypospolitej, kiedy styczniową zamieniono na marcową. Nowa ustawa zasadnicza, której chcą i Rokita, i Kaczyński (o Giertychu nawet nie wspominam, bo to oczywiste), ma wzmocnić władzę wykonawczą, wyposażyć ją - na wypadek nieposłuszeństwa Sejmu - w moc wydawania dekretów z mocą prawa, a u jej boku działać mają „Komisje Prawdy i Sprawiedliwości” z własnymi niezależnymi prokuratorami. Trójpodział władzy nie może być traktowany jako święta krowa. Jak trzeba walnąć, to trzeba walnąć! Prawo musi być zmienione, właśnie poprzez nadzwyczajne rozporządzenia, czyli dekrety. Albowiem jedyne dobre prawo przed wojną (wedle marcowej konstytucji) powstało właśnie w taki sposób.
Władysław Frasyniuk postawił przy charakteryzowaniu tych zamiarów kropkę nad „i”: śni się Kaczyńskiemu powtórka scenariusza z maja 1926 roku, co Wiesław Chrzanowski uznał za niemożliwe, bo tym razem armia nie będzie się w to bawić. Nie tylko z tego powodu szanse na spełnienie tych zamiarów są marne. Porywając się nawet na „święte prawo własności”, chce tego, co w ustach Leppera, którego groźba zeszła jakby na dalszy plan, brzmiało jako „lustracja majątkowa” realizowana przez oddolne „komisje prawdy i sprawiedliwości”. Oj, jak się to Narodowi spodoba! Frasyniuk określił to jako „bolszewickie” hasło „grab zagrabione”. Mam nadzieję, że moją chałupę na Widawie zostawią w spokoju. Już kiedyś do mojej świętej pamięci teściowej powiedziałem po zakończeniu prac przy nowym płocie: Mamo, jakby przyszli znowu bolszewicy i chcieli mi to odebrać, to tylko po moim trupie! Ostrzegam zatem z góry ewentualną przyszłą komisję a’la Kaczyński na sycowskiej niwie, gdzie, jak się zdaje, pewne kadry PiS istnieją: z daleka od mojego płota!
Wracając do spraw poważnych: wprawdzie z zupełnie innych, całkiem innych - powtarzam - powodów, niż tych, którymi kieruje się Kaczyński wołający o delegalizację SLD, posłałbym działaczy tej partii - sam już nie wiem gdzie. I to od góry do dołu i na odwrót. Partia ta stała się specyficznym odłamem prawicy, i choć o tym wie, wciąż mówi o sobie „my lewica”. Z lewicą ona już nie ma nic wspólnego - nawet korzeni, albowiem reżimowa „siła kierownicza” także lewicową nie była, tylko służyła podtrzymywaniu państwowego kapitalizmu z monopartyjnym, a nie wielopartyjnym, jak teraz, systemem partyjnym. Zawsze przykro mi o tej partii pisać w sposób bezwzględny, ale czytając zamieszczoną w ostatnim wydaniu piątkowym naszego pisma „Uchwałę Programową” inaczej nie mogę. Piszą panowie socjaldemokraci, że „w wyniku błędów popełnionych przez nasz rząd straciliśmy szanse realizacji ambitnego programu lewicy”. Po pierwsze, nie były to żadne „błędy”, tylko celowe działania w kierunku neoliberalnym, po drugie program „lewicy” wcale ambitny nie był, po trzecie wreszcie, błędy, i to poważne, popełnione zostały na niwie lokalnej poprzez wejście w sitwę! Wyście tu na miejscu reprezentowali na maleńką skalę „kapitalizm polityczny” i nie zganiajcie wszystkiego na tych, co na górze. A teraz chcecie dalej ino „rozwijać współpracę”, „promować”, „zwiększyć wpływ”, „podejmować wysiłki”, „tworzyć warunki”, „zwiększyć pomoc”, „popierać działania”, „dążyć do”, „kontynuować” i piszecie, że „macie szanse odzyskać zaufanie”. Jak, do diaska? Przez kontynuację, prawda? Ani jednego konkretu! Ani jednego. To, co napisaliście, może napisać każda inna partia, nawet „Prawo i Sprawiedliwość”.
Czy w obliczu tego, co zapowiada Kaczyński z Rokitą (o Giertychu nawet nie wspominając) - a przecież wiadomo o tym od dawna - nie widzicie najważniejszego teraz zadania? Trzeba tylko pokonać własny strach przed zwykłymi ludźmi...
Z antysanacyjnym pozdrowieniem
Wasz felietonista
autor: Julian Bartosz
Skomentuj ten artykuł! (3)