Zakazane Miasto, Wielki Mur i... Olimpiada
Zakazane Miasto - obok Wielkiego Muru (zwanego też Chińskim) to symbol Chin, a zwłaszcza Pekinu. Byłem tu drugi raz, spędziłem parę godzin i - choć zwiedzałem kolejne pałace już bez tych emocji co w zeszłym roku - wychodziłem kręcąc z podziwu głową nad konsekwencją i kunsztem chińskich władców i rzemieślników. Przewodniki turystyczne podają, że ten kompleks pałacowy budowany był w XV wieku przez 100 tys. rzemieślników i aż milion robotników! Dzisiaj jest swoistą szkołą patriotyzmu dla dziesiątków tysięcy chińskich uczniów, przyprowadzanych tu w czasie wakacji lub podczas obowiązkowych szkolnych wycieczek. Słychać chichot historii: ostatniego cesarza zmuszono do abdykacji, władze Chin Ludowych więziły go i reedukowały, wypędziły go z Pekinu, gdzie wrócił, aby pracować... jako ogrodnik! Teraz z dyskretną dumą nawiązuje się do tych tradycji, choć z drugiej strony władze z uporem maniaka Zakazane Miasto nazywają nową nazwą Gugong... Wędrując z różnojęzycznym tłumem między pałacami (dominująca grupa to Azjaci, ale sporo jest też Europejczyków), chroniąc się przed straszliwym upałem w głąb bram pałacowych (jedyne miejsce z naturalnym przewiewem), pijąc drobnymi łyczkami lodowatą mineralną, myślałem o zmiennych kolejach losów - także tu, w „Kraju Środka”. Zmieniały się rządy i dynastie, były wojny, powstania, obce okupacje, wielkie wynalazki i skrajna bieda na prowincji - i tylko naród chiński trwał, odporny na wszelkie burze dziejowe, cierpliwy, pracowity, często zainteresowany tylko samym sobą. Ten naród, a zwłaszcza jego elity, już wie, że przyszłość, ta na najbliższe kilkadziesiąt lat, należy do Chin. Tylko czy reszta świata też już o tym wie?...
Zwiedzamy też - na ile to możliwe - nowe obiekty olimpijskie. Tempo prac jest niebywale szybkie. Do tego stopnia, że władze Międzynarodowego Komitetu Olimpijskiego miały wymóc na rządzie chińskim... zwolnienie tempa robót. Wielkie wrażenie robi największa na świecie, przeznaczona na 19 tysięcy widzów pływalnia. Ogromna jest też hala do gier zespołowych. No i wreszcie perła w chińskiej koronie: stadion lekkoatletyczny, gdzie igrzyska oficjalnie się rozpoczną, tam też będzie uroczystość zamknięcia. Tutaj może wejść 91 tysięcy osób. Ale co najważniejsze: wszystkie te obiekty po igrzyskach zostaną, nie będą rozebrane, jak zdarzyło się już w paru miastach, będą służyły pekińskim uczelniom. To istotne, bo budowanie stadionów i hal tylko pod kątem igrzysk, po to, by je zaraz potem burzyć - jest wyjątkowo nielogiczne i przypomina kursowanie z pustymi taczkami.
Widzieliśmy też zalesianie okolic stadionów: nie jakieś tam sadzonki, z których wyrośnie coś widocznego za parę lat, ale po prostu sadzenie dorodnych drzew, które skądinąd przywieziono. Spora to operacja logistyczna, ale nic to dla Chińczyków. Sprawiają wrażenie, jakby koszty nie grały dla nich roli.
Polski konsul w Pekinie, a poprzednio sekretarz generalny Polskiego Komitetu Olimpijskiego Janusz Tatera pokazuje nam też, gdzie, według planów, ma... płynąć rzeka okalająca obiekty olimpijskie. Na razie nie ma tu nawet strumyka, ale co to za problem? Ma być rzeka - to i będzie! Tuż koło infrastruktury na igrzyska powstaje olbrzymia sieć hoteli, ale też partamentowców. Czas budowy hotelu z dwudziestoma czy więcej piętrami - pół roku, czasem trochę dłużej. Nieprawdopodobne, ale przecież jesteśmy w Chinach... Z kolei zaraz obok powstaje szósta już obwodnica wokół Pekinu. A co najciekawsze - te „stare” stadiony w stolicy ChRL mają raptem parę lat i pochodzą z czasów Igrzysk Azjatyckich. Te rzekome „starocie” chętnie bym importował do IV RP.
autor: Ryszard Czarnecki
Skomentuj ten artykuł! (2)