Zwyczajny faszyzm
Narodowy socjalizm zwany jest przez socjalistów, wstydzących się tego pokrewieństwa, „nazizmem”. Powszechnie piszą też „faszyzm” - co jest o tyle zabawne, że faszyzm to też forma socjalizmu - tyle że łagodniejsza. Ludzi nie mordowano - a pociągi przynajmniej chodziły za Mussoliniego punktualnie.
Faszyzm to nie parademarsze. Faszyzm - to urzędnicy w zarękawkach... i strach zwykłych ludzi, obawiających się o utratę posady.
Objeżdżałem parę dni temu Małopolskę, Zagłębie i Śląsk z pp. Stanisławem Michalkiewiczem i Włodzimierzem Bukowskim, legendarnym sowieckim dysydentem, agitując za nie ratyfikowaniem uniokonstytutki, bo ma to być nowy ZSRS. W poniedziałek miało być spotkanie na Uniwersytecie Śląskim, a po południu w Bytomiu w Wyższej Szkole im. Augusta kard. Hlonda. Na tym pierwszym pojawił się p. prof. Andrzej Misiołek, rektor owej prywatnej szkoły - pokazując papier. Było to odwołanie Go z funkcji rektora - za zezwolenie na zorganizowanie tego spotkania. W Jego gabinecie pojawiło się dwóch ochroniarzy i wyrzucono Go w trybie natychmiastowym.
Ostrzegaliśmy, że po Anschlußie tak będzie, bo tak być musi. Ale jeszcze przed Anschlußem...?
Na naszych oczach powstaje eurofaszyzm. Ale niedługo przejdzie w socjalizm - a wtedy p. Misiołka nie tylko by wyrzucono, lecz skazano. Np. na pobyt na Nowej Kaledonii, która (jako posiadłość francuska) też należy do Wspólnoty Europejskiej.
Chcę też zauważyć, że od dawna miałem trudności w organizacji imprez antyunijnych, zwłaszcza na wyższych uczelniach. Nie rozumiałem, dlaczego rektorzy tak niechętnie godzą się na takie spotkania... Teraz rozumiem.
autor: Janusz Korwin-Mikke
Skomentuj ten artykuł! (0)