Kto za nim stoi czyli serbskie dylematy
Mówią, że tu w Serbii liczą się tylko ci, co mają pieniądze albo mają władzę....
Niby wszędzie tak jest, ale ponoć tu znacznie bardziej niż „wszędzie”. I chyba stąd wynika ten bardzo podejrzliwy stosunek do NGO-sów - organizacji pozarządowych. „Kto za nimi stoi?” i „Skąd mają pieniądze?”- to standardowe pytania władzy. Współczuję. Tyle że na Białorusi w ogóle takich pytań nie ma, bo i NGO-sów nie ma...
Serbii „grożą” wcześniejsze wybory. Nowa wicepremier już zapowiedziała w wywiadzie dla belgijskiej gazety Blick, że mogłoby do nich dojść w marcu 2007. Padają daty: listopad albo grudzień 2006. Ale obojętnie, kiedy by one się nie odbyły, wszyscy i tak są przekonani, że wygrają je radykałowie Seszelja. Wybory więc mogą tylko przyspieszyć ich rządy. Już teraz współpracownicy urzędującego premiera Kostunicy przekonują zagranicznych dyplomatów, że ta Serbska Partia Radykalna nie jest znowu taka całkiem antyeuropejska, wręcz przeciwnie... Po prostu umiarkowany nacjonalista Kostunica chce rozegrać polityczną partię z nacjonalistycznymi radykałami, a może i uratować ich głosami fotel premiera.
W tle widać debatę na temat nowej konstytucji, której wprowadzenie będzie dla premiera dobrym pretekstem dla eleganckiej egzekucji prezydenta - prezydent Tadic oczywiście wierzga, dowodząc, że jego kadencja musi być kontynuowana mimo wejścia nowej ustawy zasadniczej. Ale obóz szefa rządu mówi twardo: nowa konstytucja, nowe wybory, nowe kadencje parlamentu, rządu, głowy państwa. Pozornie chodzi o kwestie formalnoprawne, de facto zaś o polityczne, a po Serbii kłusują stada tamtejszych „Falandyszy”...
Pogratulowałem niegdyś charyzmatycznemu liderowi demokratycznej opozycji, a obecnie ministrowi spraw zagranicznych Vukovi Draskovicziowi jego nowej... powieści. „Rosyjski konsul” to rzecz, krótko ujmując i trochę trywializując, o pewnym Serbie z Kosowa, który na skutek różnych okoliczności... zwariował. Promocja książki z udziałem autora odbyła się także... w Polsce. Poza tymi duserami zapytałem Draskoviczia o obecne relacje Serbia-USA. Odpowiedział, że głównym tematem w tych rozmowach jest Kosowo. No, Ameryki to on tym stwierdzeniem nie odkrył. Szef serbskiego MSZ miał pretensje do nas (czyli do Unii), że nie wywieramy dostatecznego nacisku na Albańczyków w Kosowie na przestrzeganie praw człowieka wobec Serbów w tym regionie (a niedługo niepodległym kraju - czego oczywiście Vuk nie dopowiedział, bo nie mógł, a ja mogę - więc mówię...). Niestety, miał sporo racji: w tym zakresie wcześniej, ale i dziś, UE zachowuje się jak Poncjusz Piłat.
Napisałem wcześniej, że NATO w Belgradzie zbombardowało budynki MON i MSW. To prawda. Ale mówiąc precyzyjniej, były to 2 budynki Sztabu Generalnego i wieżowiec Kwatery Głównej serbskiej policji. Serbowie nie odbudowują ich, jakby chcieli powiedzieć: „Zniszczyliście - to teraz budujcie”... Skądinąd miejscowi żyją w przeświadczeniu, że przerwanie nalotów NATO było zwycięstwem armii serbskiej!
Może to wynikać także z faktu, że armia dawnej Socjalistycznej Federacyjnej Republiki Jugosławii była pod względem liczebności... 4. armią na świecie!!! Liczyła 2 mln żołnierzy na 20 mln ludności... Gdy zaczęły się tendencje niepodległościowe na Słowenii, na przełomie lat 80. i 90., ówczesny jugosłowiański attache wojskowy w Warszawie mówił, że „jakby co, Słowenię zetrzemy w pył...”. Nie starli ani Słowenii, ani Chorwacji, ani Macedonii, ani Bośni i Hercegowiny, nie zetrą teraz ani Czarnogóry, ani nawet Kosowa, choć wszędzie tam, wszędzie (!), zostawili liczną serbską mniejszość. Ten, według nich tak okrojony, kształt państwa jest niewątpliwie dramatem. Ale muszą z nim żyć. Tak jak Węgry czy Włochy po I wojnie światowej. Tak jak po części Polska po wojnie drugiej...
Naszą delegację europarlamentarną wszędzie eskortuje policja na sygnale. To nie tylko dla nas, także dla nich, ważna wizyta. Mijamy główny dworzec kolejowy wybudowany w 1884 roku. I już jesteśmy w siedzibie największego autorytetu współczesnej Serbii, przywódcy duchowego, prawosławnego metropolity Pawle. 92-letni zasuszony starzec, niziutki (chyba najwyżej 150 cm wzrostu), w czarnym habicie i białym nakryciu głowy, z wielką, nieproporcjonalną do wzrostu siwą brodą. Łagodny, ale budzący respekt. Nawet szefowa delegacji Niemka Doris Pack, pozwalająca sobie na cierpkie uwagi wobec prezydenta kraju, nawet ona jest przejęta. Człowiek, który mówi do nas, urodził się w roku rozpoczęcia I wojny światowej. A wie, o czym mówi, bo parędziesiąt lat był głową Kościoła Prawosławnego w... Kosowie. W sali audiencjonalnej wiszą portrety 5 jego poprzedników (jego nie!) i 4 ikony, ale muszę przyznać, że portrety są lepiej eksponowane... Bardzo sympatyczny, ale mimo łagodnego uśmiechu i mikrej postury potrafi być twardy i stanowczy. To właśnie ten niepozorny mężczyzna potrafił zorganizować w Belgradzie 100-tysięczną demonstrację przeciwko rządom „Slobo” Miloszevicza.
autor: Ryszard Czarnecki
Skomentuj ten artykuł! (2)