Podsłuchane w Oleśnicy:
Do miejscowego ZUS-u przychodzi pan S. i mówi:
- Chciałbym ustalić swoją emeryturę.
- A gdzie pan pracował i jak długo?
- Zajmowałem się, hm..., pracami dorywczymi. Pierwsze zlecenie miałem pod Grunwaldem w 1410 roku.
- A zaświadczenie pan ma?
- No wie pani... Trzy zabory, dwie wojny światowe... Nic nie mam.
- Jasne, jasne, wszyscy tak. A Krzyżacy jak przychodzą, to mają!
***
Podsłuchane w Sycowie:
Pan W. na mocnym rauszu wraca późnym wieczorem do domu. Zdenerwowana żona zaczyna go okładać pięściami, krzycząc:
- Ty draniu! Będziesz ty jeszcze pił?!
- Dobra, Ewka, dobra. Będę. Tylko nie lej dużego kieliszka!
***
Podsłuchane w Twardogórze:
Dwaj znajomi gawędzą przy piwku.
- Słyszałem, Marian, że wczoraj był u ciebie w domu pożar?
- Eee, nie ma o czym mówić, Stasiu. Przyjechali strażacy, przestraszyli się ognia i odjechali...
***
Podsłuchane w Bierutowie:
Matematyczka chwali się koleżance, że poznała przez Internet wspaniałego mężczyznę.
- Wiesz, Basiu, i wiek, i stan konta, i... hm, hm, „rozmiar” - wszystko idealne! Dzisiaj się z nim spotykam.
Następnego dnia koleżanka pyta:
- I jak tam, Jolu, jak było?
- Szkoda gadać. To były liczby urojone...
***
Podsłuchane w Międzyborzu:
- Co tam, Wiesław, słychać u twojej żony?
- Uczę ją chodzić.
- Ojej! A cóż jej się stało?!
- Odkąd sprzedałem samochód, stwierdziłem, że zapomniała, biedaczka, jak się chodzi...
***
Podsłuchane w Dobroszycach:
Kłótnia u państwa N.
- Zdzichu - irytuje się na męża pani N. - a czy ty słyszałeś, co powiedział Pan Bóg po stworzeniu mężczyzny?
- Nie.
- Pierwsze śliwki robaczywki!
***
Podsłuchane w Dziadowej Kłodzie:
Pan D. radzi się agronoma:
- Mówią, że nawóz sztuczny jest lepszy od naturalnego. A pan jak uważa?
- Trudno powiedzieć, to rzecz smaku.