



Panorama śmiechu
Podsłuchane w Oleśnicy:
Miejscowa jednostka wojskowa. Kapitan robi zbiórkę kompanii i mówi do szeregowych:
- Od teraz możecie zwracać się do mnie jak do własnego ojca!
Na to jeden żołnierzy:
- Tato, daj mi 200 złotych i samochód do jutra!
Podsłuchane w Sycowie:
Do bankomatu podchodzi pani F. z koleżanką. Włożyła kartę, wstukała kod PIN. Po chwili z bankomatu jak zwykle słychać charakterystyczny odgłos. Pani F. już wie, że za chwilę wyskoczą banknoty. Nasłuchując, mówi do koleżanki:
- Jak ja lubię słuchać tego dźwięku drukujących się pieniędzy!
Podsłuchane w Twardogórze:
Przychodzi pan J. do drogerii:
- Poproszę paczkę papieru toaletowego.
- Jaki kolor?
- Pani da biały, odcień sam walnę.
Podsłuchane w Bierutowie:
Poranna rozmowa w łóżku:
- Nie poznaję cię!
- Taka byłam świetna w nocy?
- Nie, nie o to chodzi...
- Tak pięknie wyglądam?
- Nie, nie o to chodzi... Ktoś ty?!
Podsłuchane w Międzyborzu:
- Kto tam?!
- Lotny Patrol Katechetyczny do Walki z Ateizmem!
- Nie wierzę!
- My właśnie w tej sprawie...
Podsłuchane w Dobroszycach:
- Stefciu, jaki alkohol zaczyna się na „w”?
- Na ile liter?
- Jak zwykle, na dwóch...
Podsłuchane w Dziadowej Kłodzie:
W autobusie do Radzowic:
- Dlaczego nie wstajesz? - pyta Mariuszka w autobusie starsza pani i spogląda na niego karcąco.
- Już ja dobrze panią znam. Ja wstanę, a pani zajmie mi miejsce.
Uśmiech w skrócie
Z cyklu komentarze olimpijskie: Wiatr wieje im w plecy, tzn. wieje im w twarz, bo przecież płyną tyłem do przodu.
- Jak wygląda impreza po rosyjsku? - Skrzynka piwa, skrzynka wódki, kiełbasa i pies. - A po co pies? - Jak to? Przecież ktoś musi zjeść kiełbasę.
Wyszedł rolnik orać pole. Niestety, było elektromagnetyczne.
Ogłoszenia parafialne: Pan Kowalski został wybrany na urząd kustosza naszego kościoła i zaakceptował ten wybór. Nie mogliśmy znaleźć nikogo lepszego.
W reklamach podpasek tyle jest fajnych lasek i akurat wszystkie mają okres!
Studentem jestem i nikt, kto ma wódkę, nie jest mi obcy.
Świat się śmieje
Pewna Hiszpanka wybierała się samolotem w odwiedziny do córki na Kubę. Będąc już na lotnisku, w kolejce do kontroli, ustawiła się tuż za księdzem.
- Ojcze... - zwróciła się do niego szeptem przed samą kontrolą - miałabym prośbę...
- Tak, droga pani? - zachęcił ją ojczulek.
- Kupiłam dla mojej córki jedną z tych najnowszych golarek dla kobiet. Ksiądz rozumie, u nich to majątek kosztuje... Przy tych zaostrzonych przepisach znajdą to na sto procent przy mnie i zarekwirują. Nooo więc, jakby ksiądz był taki miły i schował ten drobiazg pod sutanną, to na pewno nie będą tam u księdza sprawdzać.
- Oczywiście pomogę pani - zadeklarował się ksiądz - ale uprzedzam, że w moim fachu wielu rzeczy mi nie wolno, na przykład nie wypada mi kłamać.
- Jakoś to będzie - stwierdziła optymistycznie kobieta.
Podczas kontroli już na lotniku w Hawanie spytano księdza, czy ma przy sobie coś zabronionego. Po chwili zastanowienia odpowiedział on spokojnie:
- Od głowy do pasa nie mam przy sobie nic niebezpiecznego...
- A od pas w dół? - spytał zdziwiony urzędnik celny.
- A tam mam faktycznie coś specjalnego. Ale tylko dla pań. Przyznam się panu, że jeszcze nieużywane...
Przepuścili go, rechocząc...