Podsłuchane w Oleśnicy:
Pani J. anonsuje w jednej z aptek:
- Poproszę arszenik.
Zdziwiona farmaceutka pyta:
- Słucham?!
- Poproszę arszenik!
- A po co pani arszenik?
- Chcę otruć męża.
- Słucham?
- Tak, dobrze pani słyszy: chcę otruć męża!
- No chyba pani żartuje. Myśli pani, że podając taki powód, kupi pani arszenik?
- Ale mąż mnie zdradza!
- Przykro mi z tego powodu, ale ja pani trucizny nie sprzedam!
- Proszę panią, albo mi pani sprzeda arszenik, albo proszę wezwać tu kierownika!
- Dobrze, niech pani chwilkę zaczeka!
Farmaceutka udaje się na zaplecze i naświetla całą sytuację właścicielowi apteki. Ten zwraca się do pani J.:
- Proszę panią, nie wiem, czemu pani upiera się. Jak to pani sobie wyobraża, że mamy sprzedawać
truciznę, bo ktoś w nerwach chce otruć inną osobę?
- Ależ proszę pana, tu mam dowód - mówi pani J. i pokazuje zdjęcie męża w oczywistej sytuacji z kochanką. Właściciel apteki ku wielkiemu zdziwieniu rozpoznaje w kochance własną żonę... Podniesionym głosem stwierdza:
- To czemu pani nie mówiła, że ma pani receptę?!
Podsłuchane w Sycowie:
Zdenerwowana pani M. mówi do męża:
- Wiesz co? Z ciebie jest taka pierdoła, że ja już sił do ciebie nie mam! Ty zawsze jak się za coś zabierzesz, to i tak schrzanisz! Ty byś mógł wziąć udział w konkursie na największego pierdołę i byś drugie miejsce zajął!
- Ale kochanie, dlaczego tylko drugie?
- Bo taka z ciebie pierdoła!
Podsłuchane w Twardogórze:
Pan W. wraca do domu z pracy. Żona do niego:
- widziałeś pogięte 50 złotych?
- Nie widziałem... - odpowiada zdziwiony mąż.
Pani W. wyciąga 50 zł, gniecie i rzuca na stół.
- No i co z tego? - dziwi się pan W.
- A widziałeś pogięte 100 zł?
- Nie, nie widziałem.
Żona wyciąga 100 zł, gniecie i rzuca na stół.
- No ale co z tego?! - dziwi się mąż.
- A widziałeś pogięte 200 zł?
- Nie!
Pani W. wyciąga 200 zł, gniecie i rzuca na stół.
- No, ale co jest grane, Wanda?! - irytuje się pan W.
- A widziałeś pogięte 100.000 zł?
- Nie, nie widziałem!
Na to pani W.:
- No to idź zobacz do garażu. Tam stoi.
Podsłuchane w Bierutowie:
Dwie panie w autobusie kurczowo trzymają się poręczy. Autobus dojeżdża do przystanku, jedna z
nich puszcza poręcz, na to druga:
- Jeszcze się nie puszczaj, zaczekaj, aż stanie.
Podsłuchane w Międzyborzu:
Państwo H. usypiają dziecko. Po godzinie zmęczona już pani H. proponuje:
- Może mu zaśpiewam?
- Nie, kochanie - truchleje mąż - spróbujmy jeszcze po dobroci!
Podsłuchane w Dobroszycach:
- Rysiu, czy ty się kiedyś zastanawiałeś, dlaczego kobieta ma mniejsze stopy?
- No nie wiem, Wiesiu...
- Żeby mogła stać bliżej zlewozmywaka.
Podsłuchane w Dziadowej Kłodzie:
Starsza pani Z. stoi na przystanku i drze się do kierowcy:
- Panie, ten autobus to do Radzowic?!
- Tak, tak.
- Panie, ale na pewno?!
- Tak, niech pani wsiada!
- Panie, ale na pewno do Radzowic?!
- Nie - irytuje się kierowca - do Nowego Jorku!
- Ale przez Radzowice?!