Podsłuchane w Oleśnicy:
Do ginekologa przychodzi dziewczyna. Jak to zwykle bywa, ginekolog prosi ją, żeby się rozebrała. Dziewczyna rozbiera się, a na jej klatce piersiowej widnieje duża litera J. Zaciekawiony doktor pyta, skąd ta litera na jej ciele?
- Mam chłopaka na Jagielonce, który jest bardzo dumny ze swojej uczelni i cały czas nosi jej koszulkę, nawet wtedy gdy się kochamy.
Po pewnym czasie do tego samego ginekologa przychodzi inna dziewczyna, rozbiera się, a na jej ciele widnieje duża litera T.
- Co to za litera? - pyta doktor.
- Mam chłopaka na uniwerku w Toruniu. Jest tak dumny ze swojej uczelni, że cały czas nosi jej koszulkę, nawet wtedy gdy się kochamy.
Po pewnym czasie do tegoż ginekologa przychodzi kolejna dziewczyna, z dużą literą „W” na swej klatce piersiowej.
- Co, masz chłopaka na uczelni we Wrocławiu? - pyta doktor.
- Nie, mam dziewczynę w Malborku. A dlaczego doktor pyta?
Podsłuchane w Sycowie:
Miejscowy szpital. Pan W. przed operacją jest lekko zdenerwowany.
- Panie doktorze! Czy taka operacja jest niebezpieczna?
- O tak! Na pięć udaje się tylko jedna - informuje go spokojnie chirurg.
- Rany boskie!
- Niech się pan nie boi. Czterej pańscy poprzednicy są już w grobie.
Podsłuchane w Twardogórze:
Pan T. wraca nocą przez cmentarz. Napotyka jakiegoś. Zagaduje go:
- Zawsze boję się chodzić po cmentarzu nocą.
Nieznajomy odpowiada:
- Też się bałem, kiedy żyłem...
Podsłuchane w Bierutowie:
Miejscowa restauracja. Pan D. wypytuje:
- Panie kelner, co macie do jedzenia?
- Proponuję pieczeń huzarską...
- A co to ja huzar, żebym jadł huzarską?
- To może pieczeń wieprzową?
- O tak, bardzo proszę.
Podsłuchane w Międzyborzu:
Po zbadaniu i wypytaniu pacjenta, pana M., lekarz oświadcza:
- Mój panie, skoro zjadł pan dwa talerze zupy pomidorowej, pół gęsi z kartoflami i kapustą, talerz grzybów duszonych, dwa sznycle, trzy filiżanki czarnej kawy z pięcioma kawałkami tortu, to nic dziwnego, że pan później nie miał apetytu.
- Kiedy ja, panie doktorze, i przed jedzeniem też nie miałem apetytu...
Podsłuchane w Dobroszycach:
Turysta na rowerze spotyka pod lasem pasącego owce. Owce są czarne i białe. Turysta pyta się:
- Gospodarzu... Ile mleka dają te owce?
- Ano białe czy czarne?
- No wszystkie.
- Białe dwa litry.
- A czarne?
- Tyż dwa litry.
- A ile trawy jedzą?
- Białe czy czarne?
- No wszystkie.
- Białe trzy kilo.
- A czarne?
- Tyż trzy kilo.
Rozmawiają tak z piętnaście minut i okazuje się, że białe owce nie różnią się niczym innym niż kolorem wełny. Wreszcie zdenerwowany turysta pyta się jeszcze raz:
- No to czemu, gospodarzu, je tak rozróżniacie?
- Ano białe owce są moje.
- A czarne czyje?
- Ano tyż moje.
Podsłuchane w Dziadowej Kłodzie:
Straszny tłok w autobusie do Dziadowego Mostu. Nagle pojazd gwałtownie zahamował i młoda dziewczyna z rozpędem wpada na księdza.
- Przepraszam, tak szybko stanął ....
- Ależ skąd, moje dziecko, to jest klucz od plebanii...