Podsłuchane w Oleśnicy:
Pod Ster Bar zajeżdża zamówiona przez barmana taksówka. Barman pakuje na tylne siedzenie trzech kompletnie pijanych klientów i instruuje taksówkarza:
- Tego z lewej pan zawiezie na Kopernika, tego w środku na Kościuszki, a tego z prawej na Świerkową.
- O.k., wszystko jasne.
Po pięciu minutach taksówka ponownie podjeżdża pod Ster Bar, a taksówkarz woła do barmana:
- Powiedz pan jeszcze raz, gdzie którego zawieźć, bo na zakręcie mi się przemieszali...
Podsłuchane w Sycowie:
Pana W. odwiedził krewniak z głębi Rosji.
- Ej, Sasza, zimno tam u was? - pyta pan W.
- A, gdzieś ze 20 stopni mrozu.
- A w telewizji mówili, że minus 60...
- A, to chyba że na dworze!
Podsłuchane w Twardogórze:
Pan L., kochający inaczej, w sklepie mówi słodziutkim głosem do sprzedawcy:
- Poproszę piwo.
- Homosiom nie sprzedajemy!
Wchodzi do następnego sklepu, ale sytuacja się powtarza. W następnym dzieje się to samo. Zdenerwowany postanawia zagrać prawdziwego faceta. Wchodzi do sklepu i grubym głosem prawie krzyczy:
- Poproszę piwo!
Sprzedawca na to słodko:
- Ach, ty brutalu...
Podsłuchane w Bierutowie:
Rozmowa dwojga narzeczonych w średnim wieku:
- Ma pan, panie Henryku, jakieś wady albo zalety?
- Mam wielką wadę, panno Elżbietko. Piję...
- Uuu...
- Ale mam też zaletę.
- Jaką?
- Mogę dużo wypić...
Podsłuchane w Międzyborzu:
Pan T. namawia pana P.:
- Ty, Rysiek, chodź na ryby!!
- Eee, Staszek, daj spokój...
- No chodź, nie daj się prosić.
- Człowieku! Ja w życiu nie trzymałem wędki w ręku i nie umiem łowić ryb!
- A co tu trzeba umieć? Odbijasz, odkręcasz i polewasz...
Podsłuchane w Dobroszycach:
Pan O. w sklepie zagaduje:
- A co to jest tam takie czerwone w rogu?
- Jabłka - odpowiada ekspedientka.
- To ja poproszę kilogram, ale żeby pani zapakowała każde osobno.
Ekspedientka spojrzała ze zdziwieniem, ale cóż - klient nasz pan... Zgodnie z życzeniem zapakowała. Tymczasem za panem O. powoli robi się kolejka. A ten znowu pyta:
- A to w drugim rogu takie pomarańczowe to co to?
- Mandarynki.
- To ja też wezmę kilogram tego, ale każde osobno zapakować proszę.
Ludzie z tyłu już nieźle wkurzeni, ekspedientka tak samo, ale pakuje mandarynki jedna po drugiej. Zapakowała w końcu, a pan O. mówi:
- A to, tam pod ścianą, takie zielone, to co to jest?
Ekspedientka:
- Groszek, ale, kurde balans, nie na sprzedaż!
Podsłuchane w Dziadowej Kłodzie:
Rankiem w mieszkaniu na rozłożonej wersalce budzi się mocno skacowany pan H. Na podłodze przy wersalce leży gruby, puszysty dywan. Po dywanie idzie kot. Pan
H., podnosząc ciężko głowę, szepcze:
- Nie tup! Kurde! Nie tup!